NAJBLIŻSZE SPEKTAKLE

2023-01-24 19:00 Kup bilet
2023-02-28 19:00 Kup bilet
2023-03-14 19:00 Kup bilet

MOJE ATENEUM to cykl spotkań-rozmów z aktorami Teatru Ateneum.
Rozmawiamy o historii naszej sceny, przypominamy największe kreacje aktorskie, próbujemy uchwycić specyfikę Ateneum we wspomnieniach
i anegdocie.

W najnowszej premierze Teatru Ateneum – “Alicji w krainie snów” Małgorzaty Sikorskiej-Miszczuk i Wawrzyńca Kostrzewskiego – gra… Gąsienicę. Ale to nie jest zwyczajna Gąsienica. Ta z przedstawienia jest kolorowa, z dystansem wobec świata i lekko autoironiczna, może ździebko na haju. Humor jednej z najbardziej niezwykłych bohaterek, jakie w ostatnich miesiącach pojawiły się na warszawskich scenach, opiera się jednak na tęsknocie za przekroczeniem własnych ograniczeń, poszukiwaniu lepszej wersji samej siebie. Wspaniała, pełna różnorodnych barw to rola, którą docenią przede wszystkim obdarzeni wielką wrażliwością i niepoślednim poczuciem humoru. Słowem podobni do Marii Ciunelis, która się tą Gąsienicą w spektaklu Ateneum stała.

Z teatrem na Powiślu Maria Ciunelis związana jest już prawie cztery dekady. Początek miała mocny – za pierwszą główną rolę tu zagraną, kreację głuchoniemej bohaterki “Dzieci mniejszego boga” Marka Medoffa w reżyserii Waldemara Matuszewskiego, dostała najbardziej prestiżowe aktorskie wyróżnienie, czyli przyznawaną przez redakcję “Teatru” Nagrodę im. Aleksandra Zelwerowicza. Ci, co widzieli to przedstawienie, powtarzali z pełnym przekonaniem, że była lepsza od Marlee Matlin, która zagrała Sarę w głośnym wówczas filmie i zgarnęła za ten występ Oscara. Maria Ciunelis grała Sarę długo. Szczególnie utkwił jej w pamięci spektakl, gdy na widowni zasiedli ludzie głusi. I zrozumieli wszystko, dzięki miganiu aktorki/bohaterki, co zbudowało między sceną a publicznością szczególne wzruszenie. Później kolejną wersję tego przedstawienia w warszawskim Towarzystwie Teatrum reżyserowała. W Ateneum kosztowała natomiast różnych wyzwań. Jako Katasia w “Kosmosie”, a potem tytułowa Iwona z “Iwony, księżniczki Burgunda” odkrywała specyficzny język i poczucie groteski Gombrowicza, była portorykańską Antygoną u boku Janusza Michałowskiego, Piotra Fronczewskiego i Henryka Talara w prapremierowej “Antygonie w Nowym Jorku” Janusza Głowackiego, reżyserowanej przez Izabellę Cywińską. Współpracowała między innymi z Agnieszką Glińską, Barbarą Sass, Eweliną Pietrowiak i Januszem Wiśniewskim, udowadniając, jak znakomicie czuje się w skrajnie różnych teatralnych konwencjach.

O aktorstwie myślała już od dzieciństwa, które spędziła w Ostródzie. W warszawskiej PWST spotkała się z największymi – Aleksandrą Śląską, Zbigniewem Zapasiewiczem, Janem Englertem, Tadeuszem Łomnickim. Dwaj ostatni reżyserowali dyplomy, w których zagrała. Od Łomnickiego wzięła słowa zapamiętane na całe życie – “aktor wzrusza, a amator się wzrusza”. Jerzy Kamas, jedna z największych legend Ateneum, mawiał, że Maria Ciunelis to “aktorka od ról beznadziejnych”. Bo jak rola trudna i nie wiadomo, co z nią zrobić, trzeba obsadzić Ciunelis, ona na pewno coś wymyśli.

Właśnie Maria Ciunelis będzie bohaterką styczniowego spotkania z cyklu “Moje Ateneum”. Porozmawiamy o najważniejszych chwilach w teatrze na Powiślu, spotkaniach, jakie wpłynęły na Jej życie, mocnym wejściu w kino i kolejnych rolach filmowych, wycieczkach w świat reżyserii i scenariopisarstwa.

Rozmowę poprowadzi Jacek Wakar. Zapraszamy 24 stycznia o godzinie 19. Do zobaczenia! 

21.11 MOJE ATENEUM: Krzysztof Gosztyła

Głos. Niski, głęboki, często aksamitny, można się nim otulić niczym ciepłym kocem. Innym razem ostry, wręcz napastliwy. Dokładnie taki, jakiego wymaga rola – na teatralnej scenie, w radiowym słuchowisku, w lekturze książki albo tworzona na potrzeby audiobooka.

Właśnie – rola, bowiem artysta zżyma się mocno, gdy nazywają go znakomitym lektorem. – Jestem aktorem – prostuje wówczas dobitnie, przywracając głosowym zadaniom właściwą rangę. I udowadnia, że i w tej dziedzinie można z sukcesem zmieniać tematy i konwencje, przechodzić od klasyki do literatury bardziej popularnej. Nie bez przyczyny szczególnie ceni sobie interpretację “Pana Tadeusza”, a jednocześnie trudno już wyobrazić sobie trylogię “Millenium” w innym niż jego wykonaniu.

Krzysztof Gosztyła – aktor, który jest więcej niż głosem, bo do podarowania ma dużo, dużo więcej. Mógł zostać muzykiem, spędził dwa lata w konserwatorium, ucząc się gry na wiolonczeli. Rzucił ją jednak, zniechęcony długimi, żmudnymi swą powtarzalnością ćwiczeniami. Dawną umiejętność wykorzystał za to w jednej ze swych najbardziej wstrząsających ról. Zagrał Caribaldiego w “Sile przyzwyczajenia” Thomasa Bernharda, wyreżyserowanej przez Magdę Miklasz na Scenie 61 Teatru Ateneum. Jako szef cyrkowej trupy owładnięty obsesją idealnego wykonania kwintetu “Pstrąg” Schuberta dręczy bliskich i współpracowników i ciągle szuka kalafonii… Jest tyranem, ale zagubionym, bezradnym człowiekiem, który zagląda starości w oczy. Jest w tej wybitnej kreacji tajemnica aktorskiej sztuki Krzysztofa Gosztyły.

Na życiową drogę zdecydował się, zobaczywszy Gustawa Holoubka w “Zemście”. Wielki aktor stał się później jego mentorem i dyrektorem. Zaangażował go do Teatru Dramatycznego, potem ich drogi znów przecięły się na początku tego wieku w Ateneum, gdzie trafił bogatszy o doświadczenia z Teatru Polskiego oraz narodowej sceny. W Ateneum zagrał wiele szalenie różnorodnych ról, objawił też ogromną siłę jako aktor śpiewający.

“Alkoholicy z naszej ulicy” Wojciecha Młynarskiego właśnie w jego wykonaniu stali się jednym z hymnów teatru na Powiślu.

Krzysztof Gosztyła będzie bohaterem kolejnego spotkania w cyklu “Moje Ateneum”. Porozmawiamy o artystycznych kolejach jego życia, barwach, zapachach i smakach, jakie ceni najbardziej. I o tym, że teatr to teatr, ale najważniejsze jest życie.
Rozmowę poprowadzi Jacek Wakar.

18.10 MOJE ATENEUM o Januszu Warmińskim

Szefował warszawskiemu Teatrowi Ateneum przez 42, słownie czterdzieści dwa lata, między 1952 a 1958 oraz 1960 a 1996 rokiem. Można bez najmniejszej przesady powiedzieć, że Ateneum to On, gdyż zbudował pozycję oraz niepowtarzalny klimat sceny na Powiślu, stając się przy tym uosobieniem dyrektora niemal idealnego. W teatrze był pierwszy – wychodził ostatni. Zawsze znajdował czas, by chociaż rzucić okiem na wieczorne przedstawienie, a potem dawał uwagi. Choć często były jednozdaniowe, wielu aktorów Ateneum pamięta je do dziś.

Był dżentelmenem w każdym calu. Mawiali na Niego Chińczyk, bowiem po Jego twarzy trudno było odgadnąć targające Dyrektorem emocje. Trzymał się w cieniu, ale od Niego zależało najwięcej. Poświęcił się bez reszty temu miejscu, chcąc przeprowadzić je przez pełen zawirowań i kompromisów czas PRL-u. Taki był Janusz Warmiński. 30 września minęła 100. rocznica urodzin legendarnego dyrektora Teatru Ateneum. Z tej okazji spotkanie z cyklu Moje Ateneum w październiku będzie mieć specjalny charakter.

O Januszu Warmińskim opowiedzą aktorki i aktorzy Ateneum wczoraj i dziś – Elżbieta Kępińska, Krystyna Tkacz, Michał Bajor, Maria Ciunelis, Dorota Nowakowska, Katarzyna Łochowska, Marian Opania, Krzysztof Gosztyła, Jerzy Kryszak, Grzegorz Damięcki. Podczas wieczoru usłyszymy piosenki z pamiętnych spektakli Teatru Ateneum. Porozmawiamy też o znakomitej, niedawno wydanej a już nagradzanej, książce “Janusz Warmiński i jego Teatr Ateneum” z jej autorką dr Anetą Kielak-Dudzik. Zwykła ona wspólnotę ludzi Teatru Ateneum nazywać Ateneńczykami. Zatem niech wieczór poświęcony Januszowi Warmińskiemu stanie się świętem wszystkich Ateneńczyków – po obu stronach rampy.

Gospodarzem spotkań z cyklu “Moje Ateneum” jest Jacek Wakar.
Zapraszamy 18 października o godzinie 19.

13.09 MOJE ATENEUM: Grzegorz Damięcki

Dziadkowie – aktorzy Irena Górska-Damięcka i Dobiesław Damięcki. Rodzice – reżyserka Barbara Borys-Damięcka i aktor Damian Damięcki. Mimo to długo nie chciał iść tą samą drogą. Podobno jakoś tak wyszło… W warszawskiej PWST trafił pod skrzydła niekwestionowanych mistrzów – spektakle dyplomowe z jego udziałem przygotowywali Jan Englert, Zbigniew Zapasiewicz i Mariusz Benoit. Pierwsze kroki na Scenie 61 Teatru Ateneum stawiał pod okiem niepowtarzalnego Edwarda Dziewońskiego w “Firmie” Hemara w towarzystwie Ewy Wiśniewskiej. Leonarda Pietraszaka i Zygmunta Kęstowicza. Trudno lepiej trafić.

Czas odkryć karty, choć i tak już wiadomo – bohaterem pierwszego w nowym sezonie spotkania z cyklu “Moje Ateneum” będzie Grzegorz Damięcki.
Teatr na warszawskim Powiślu to jedyny do tej pory zakład pracy znakomitego aktora. Przyszedł tu jeszcze podczas studiów w 1991 roku, jest do dzisiaj i chyba nigdzie się nie wybiera. Nic w tym dziwnego, bowiem – przepraszamy za banał – artysta znalazł tu swój dom, prawdziwie własne miejsce. Wsiąkł w zespół, zawiązał przyjaźnie i od lat realizuje aktorskie ambicje.

Zagrał tu kilkadziesiąt ról – klasycznych i współczesnych, komediowych i na wskroś dramatycznych. Spotkał się z fantastycznymi reżyserami – m.in. Januszem Warmińskim, Krzysztofem Zaleskim, Agnieszką Glińską, Izabellą Cywińską, Andrzejem Domalikiem. Niedawno jako bezduszny asystent partnerował Piotrowi Fronczewskiemu – Feuerbachowi w słynnej sztuce Tankreda Dorsta. Zupełnie inną twarz – wrażliwca, jakiego w nim zawsze widzieliśmy – pokazał w roli Myszkina w “Nastazji Filipownej” w inscenizacji Domalika, w której stworzył wyjątkowy duet z Marcinem Dorocińskim. I właśnie żonglowanie nastrojami, zmienianie masek i wewnętrzna transformacja to najważniejsze cechy aktorstwa Grzegorza Damięckiego. I nie należy myśleć o nim wyłącznie jako specjaliście od ról szlachetnych idealistów. W ostatnich latach szczególną przyjemność sprawia mu tworzenie rys na swym wizerunku, szukanie mroku w kreowanych przez siebie bohaterach.


Podczas spotkania z cyklu “Moje Ateneum” porozmawiamy o dzieciństwie aktora na warszawskim Słodowcu, szaleństwach młodości z rysowaniem, graniem w zespole punkrockowym oraz łażeniem po Bieszczadach, najważniejszych zawodowych wyzwaniach i tęsknotach. I o tym, jak to jest, gdy nagle – lepiej późno niż później – przypomną sobie o tobie kino i telewizja. Grzegorz Damięcki to przecież seriale – “Belfer”, “W głębi lasu” i “Zachowaj spokój”, a także kinowe przeboje “Atak paniki” i ostatnio “Fucking Bornholm”. 


Zapraszamy 13 września o godzinie 19. Rozmowę poprowadzi Jacek Wakar.

14.06 MOJE ATENEUM: Wiktor Zborowski

Dla publiczności Teatru Ateneum sprawa jest najzupełniej oczywista: Wiktor Zborowski to człowiek stąd, aktor sceny na Powiślu, jeden z jej symboli, nie do pomylenia z kimkolwiek innym. Widzowie mają rację, bowiem artysta stworzył tu kilkadziesiąt fantastycznych ról, brał udział w legendarnych inscenizacjach, jako ten największy z chóru Słowiki Ateneum w „Hemarze”, budził radość i wzruszenie miłośników swej sztuki.

Nie ulega też wątpliwości, że znakomity aktor nosi Ateneum w sobie, pamięta o wyjątkowych przyjaciołach z tutejszego kolektywu, ale do zespołu nie należy już od lat szesnastu. Wybrał bowiem drogę wolnego strzelca, sam wybiera projekty, w jakich bierze udział, jest sobie sterem, żeglarzem i okrętem. A mimo to nawet nie próbuje zaprzeczać, że jego związek z Ateneum to coś nieporównanie więcej niż kwestia etatu. To sprawa duchowego powinowactwa, tradycji teatru aktorskiego, jakie wyniósł z rodzinnego domu. Nic w tym dziwnego, skoro bratem mamy, a więc wujkiem Wiktora, był nie kto inny niż Jan Kobuszewski, aktor wielki dosłownie i w przenośni.

Niewiele jednak brakowało, żeby życie Zborowskiego potoczyło się zupełnie inaczej. Warunki fizyczne i najprawdziwszy talent sprawiły, że jako młody człowiek odnosił sukcesy jako koszykarz, grał nawet w juniorskiej reprezentacji Polski. Kontuzja spowodowała jednak, że musiał porzucić sportowe ambicje. Postanowił spróbować zdawać na aktorstwo. Jak się nie uda, rozważał plany b, c i d.

Dostał się jednak za pierwszym razem i połknął bakcyla. Uczył się od najlepszych – choćby Świderskiego, Sempolińskiego, Kreczmarów, Łomnickiego, wreszcie Ryszardy Hanin – opiekunki jego roku w warszawskiej PWST. Po studiach trafił pod skrzydła Adama Hanuszkiewicza w Teatrze Narodowym, komediowego kunsztu uczył się od najlepszych w Kwadracie, ale to w Ateneum rozkwitł. Grał role większe, mniejsze i epizody, ale zawsze nadawał im szczególny wyraz, co doceniała publiczność, która chodziła „na Zborowskiego” i trudno było jej się dziwić. Potrafił celowo pozbyć się własnej charyzmy, jak choćby w świetnym „Shitzu” Levina, ale nigdy wewnętrznej szlachetności. Bo chyba właśnie ona stała się znakiem rozpoznawczym scenicznych wcieleń Wiktora Zborowskiego. I jego prywatnie też.

W spotkaniu z cyklu „Moje Ateneum” porozmawiamy o latach spędzonych na Powiślu, najważniejszych artystycznych spotkaniach, śpiewaniu, bowiem w tej dziedzinie jest niezrównanym mistrzem. Dotkniemy kina, bo dzięki filmom Jerzego Hoffmana („Ogniem i mieczem”) i Janusza Majewskiego („C.K. Dezerterzy”) aktor zaznał smaku gigantycznej popularności. I zastanowimy się nad granicą, gdzie kończy się  sztuka, a zaczyna życie, bo to ono było i jest dla Wiktora Zborowskiego zdecydowanie najważniejsze.

Już we wtorek 14 czerwca o godzinie 19.00.

17.05 MOJE ATENEUM: Krzysztof Tyniec

Powiedział o Nim ktoś, że jest jak Charlie Chaplin. Z wierzchu wyborny komik, ale warto poskrobać mocniej, aby dotrzeć do dziwnej, chwilami przechodzącej w smutek melancholii, wyjątkowego wyczucia absurdu, ostrej ironii, a wreszcie odrobinę niedzisiejszej delikatności. Z Teatrem Ateneum związany ponad trzy dekady jest jednym z najbardziej zapracowanych aktorów sceny na Powiślu, zagrał tu dziesiątki ról. Dlatego może się wydawać, że Go nieźle znamy, tymczasem… Co i rusz się wymyka, gdzieś ucieka, zmienia style i konwencje. 

Przed Państwem Krzysztof Tyniec.

Gdyby posłuchał rodziców, zapewne nie zostałby aktorem, gdyż wymarzyli dla syna całkiem inne życie. Chociaż pochodzi z Nowej Rudy, studiował w Warszawie, a teatralną drogę zaczynał w odległym Słupsku. Potem trafił do Współczesnego na Mokotowską, zagrał tam choćby w Mahagonny Krzysztofa Zaleskiego i legendarnym Mistrzu i Małgorzacie Macieja Englerta. Swój artystyczny dom znalazł jednak w Ateneum i dziś trudno nawet wyobrazić sobie znakomitego aktora w innym miejscu. Zagranych tutaj ról policzyć nie sposób, podobnie jak autorów dzieł, w których wystąpił. Był Gombrowicz i Brecht, Tuwim i Labiche, Diderot i Konwicki, Shakespeare, Stoppard, Pirandello i wielu, naprawdę bardzo wielu innych. To on stał się jednym z ojców największego hitu Ateneum w ostatnich latach, czyli Kolacji dla głupca Vebera, zagranej niemal tysiąc razy. Co prawda rolę tytułową przejął po Wojciechu Pszoniaku, ale szybko sprawił, że stała się bardzo jego. I zaprzyjaźnił się z niejakim Pignonem na lata, sprawiając, że tak bardzo owego, chyba tylko pozornego „głupca” polubiliśmy…

W Ateneum dał się też poznać jako fantastyczny aktor śpiewający, z wykonywanych przez siebie piosenek tworząc fascynujące, czasem dramatyczne, częściej zabawne historie. Bo Krzysztof Tyniec to jest mistrz kabaretu i estrady, no i parkietu, co udowodnił zwycięstwem w Tańcu z gwiazdami, dając popularnemu show własny styl i klasę.

Artysta nie lubi o sobie opowiadać, a mimo to zgodził się zostać bohaterem cyklu MOJE ATENEUM. Choćby dlatego spotkanie z Nim zapowiada się ekscytująco. Bo jeśli myślą Państwo, że dobrze znają Krzysztofa Tyńca, może Was spotkać niespodzianka…
Zatem do zobaczenia 17 maja, o godzinie 19:00!

26.04 MOJE ATENEUM: Magdalena Zawadzka

Kiedy bywalcy Teatru Ateneum słyszą Jej nazwisko, na ich twarzach pojawia się uśmiech.
Jest bowiem od trzydziestu lat związana ze sceną na Powiślu i kojarzy im się przez ten czas zawsze tak samo – z jasnym uśmiechem właśnie, lekko zamglonym spojrzeniem, ciepłym głosem. Słowem – delikatnością, a jest to cecha, która w obecnych czasach jakby wychodziła z obiegu…
MAGDALENA ZAWADZKA, bo o Niej oczywiście mowa, ma jednak wiele aktorskich twarzy i nigdy nie wiadomo, czym nas w spektaklu zaskoczy. Ostatnio są to raczej rzeczy lekkie, ale z głębszymi podtekstami – Kwartet Harwooda, w którym w towarzystwie świetnych partnerów Marzeny Trybały, Krzysztofa Gosztyły i Krzysztofa Tyńca w lekkiej formie oswaja nieubłaganą starość, oraz Uciekinierki, gdzie wraz z Sylwią Zmitrowicz po latach morderczej stabilizacji i nudy rzucają się do skoku w prawdziwe burzliwe życie. Może ostatniego, ale tym bardziej pięknego…
W Ateneum grywała w przedstawieniach niewielkich (Małe zbrodnie małżeńskie, Noc z Don Juanem, Chwile słabości z Leonardem Pietraszakiem, Mr Love z Emilianem Kamińskim), klasyce obcej i polskiej (Kupiec wenecki Shakespeare’a, Szalony Dzień czyli Wesele Figara Beaumarchais, Herbatka u Stalina Harwooda, Rzeźnia Mrożka), a zadebiutowała tu w spektaklu niezwykłym, bo reżyserowanym przez samego Tadeusza Konwickiego. W J.B. i innych partnerowała Gustawowi Holoubkowi. Z wielkim aktorem i wspaniałym dyrektorem Ateneum dzieliła życie od 1973 roku. Mawiała jednak, że „mąż jej nie faworyzował”. Nigdy nie chciała być wszechwładną dyrektorową.

Magdalena Zawadzka będzie bohaterką kwietniowego spotkania z cyklu MOJE ATENEUM. Porozmawiamy o Ateneum oczywiście, Jej partnerkach i partnerach z teatru na Powiślu i nie tylko (ostatnio gra na przykład u boku Andrzeja Seweryna w Teatrze Polskim), ale też o Teatrze Dramatycznym w Warszawie, którego rozkwit pod wodzą Holoubka w latach siedemdziesiątych poprzedniego wieku współtworzyła. Wspomnimy mistrzów Aktorki, artystów, którzy ją kształtowali. Nie zapomnimy o Baśce Wołodyjowskiej – filmowej roli Zawadzkiej, która przyniosła Jej wręcz niewyobrażalną popularność i innych ekranowych wcieleniach.

Magdalena Zawadzka to także wiele ról telewizyjnych i radiowych, wiele artystycznych podróży na różne kontynenty, gościnne występy m.in. w warszawskim Och-Teatrze, Polonii, kiedyś na Scenie Prezentacje. To trzy wspomnieniowe książki, które szybko stały się bestsellerami. 
Nie możemy obiecać, że zdążymy porozmawiać o tym wszystkim, ale trudno wyobrazić sobie spotkanie z Magdaleną Zawadzką bez Gustawa Holoubka. Pojawi się więc we wspomnieniach Bohaterki wieczoru i zapewne będzie się nam z lekką i ironią i właściwym sobie dystansem przysłuchiwał. Dumą Artystki jest syn Jan, dziś jeden z najważniejszych polskich reżyserów filmowych. Porozmawiamy więc o tym, jaki był przez lata ich rodzinny dom. 

Można spodziewać się wielu niezwykłych historii, wyjątkowych anegdot, lekkości i zadumy. Nie może być inaczej, skoro zapraszamy Państwa na wieczór z Magdaleną Zawadzką.

22.03 MOJE ATENEUM: Teresa Budzisz-Krzyżanowska

Jedna z największych osobowości polskiego teatru ostatniego półwiecza. Aktorka Wajdy, Grzegorzewskiego, Jarockiego, Hübnera, Holoubka. Swoimi rolami współtworzyła artystyczny kształt krakowskiego Starego Teatru w okresie jego największego rozkwitu, stała się najważniejszą aktorką warszawskiego Teatru Studio w czasie dyrekcji Jerzego Grzegorzewskiego, za którym przeszła na narodową scenę, odebrawszy legitymację numer 1 w nowo tworzonym zespole.
Do zespołu Teatru Ateneum wstąpiła w 2006 roku, odpowiadając na zaproszenie dyrektora Gustawa Holoubka, ale gościnna współpraca aktorki z Ateneum rozpoczęła się już dwie dekady wcześniej, za dyrekcji Janusza Warmińskiego.       

Oto Teresa Budzisz-Krzyżanowska.

Była Joanną z Nocy listopadowej, siostrą Ratched w Locie nad kukułczym gniazdem, dwukrotnie Iriną Arkadiną w Dziesięciu portretach z czajką w tle. Była Gertrudą i Hamletem w Hamlecie, Paganinim w Usta milczą, dusza śpiewa, Panią Rollison w Dziadach, Maryną i Gospodynią w Weselu. Dziesiątki, może setki ról na wielu polskich scenach. Do tego wiele kreacji telewizyjnych, niemało filmowych, choć zawsze teatr stawiała na pierwszym miejscu. 

Teatr Ateneum pojawił się w jej życiu w końcówce poprzedniego stulecia. Najpierw grywała tu gościnnie – Idalię w Fantazym Słowackiego w reżyserii Gustawa Holoubka, Mary Tyrrone w Zmierzchu długiego dnia O’Neilla przygotowanym przez Waldemara Śmigasiewicza. Dyrektor Holoubek znalazł w niej wstrząsającą Jokastę w Królu Edypie Sofoklesa, gdzie stworzyła wspaniały duet z Piotrem Fronczewskim. Potem została na dobre. Na scenie przy Jaracza nie zagrała wiele, ale dała jej nową niepowtarzalną barwę. Była nieubłaganą tytułową Papieżycą w sztuce Esther Vilar, trudno ją było rozpoznać w Czaszce z Connemary Martina McDonagha w inscenizacji Kazimierza Kutza, gdzie spotkała się między innymi z Janem Kociniakiem. 

Zdrowie sprawiło, że dziś na scenie pojawia się zbyt rzadko. Skromnie przyznaje, że wcale nie zdziwi się, gdy widzowie przestaną ją pamiętać. No i nie cierpi, kiedy wspomina się o Jej wielkości. W cyklu MOJE ATENEUM czeka nas spotkanie wyjątkowe, bo absolutnie wyjątkowa jest jego bohaterka.
Teresa Budzisz-Krzyżanowska to klasa, uważność na świat i drugiego człowieka, sama jasność. 

22.02 MOJE ATENEUM: Marian Opania

Cykl „Moje Ateneum” rozpoczynamy najlepiej, jak tylko można – od spotkania z Marianem Opanią, prawdziwą legendą Teatru na warszawskim Powiślu, człowiekiem, bez którego miłośnicy Ateneum  nie potrafią sobie wyobrazić tego miejsca, bo przecież tworzył jego historię, a teraz swymi rolami i samą obecnością w Zespole buduje jego dzień dzisiejszy. Dlatego trudno się bywalcom Ateneum dziwić…


Marian Opania zadebiutował w Ateneum dokładnie czterdzieści lat temu i od tej pory pozostaje mu wierny. Stworzył tu dziesiątki mniejszych, większych oraz bezdyskusyjnie wielkich ról, spotkał się z najważniejszymi osobowościami, jakie tu pracowały, był jedną z najbarwniejszych indywidualności w aktorskim panteonie teatru. Nieco starsi widzowie pamiętają go doskonale jako jednego ze Słowików Ateneum, w obleganych spektaklach muzycznych typu  „Hemar” czy „Brel” dającego małe arcydzieła piosenki aktorskiej podlanej niepowtarzalnym komizmem.

Dziś Marian Opania nie zwalnia tempa. Można oglądać go w przejmującej roli tytułowej w spektaklu „Ojciec” według sztuki Floriana Zellera, a także jako groźnego, chwilami okrutnie śmiesznego względem samego siebie Cesarza w adaptacji słynnego reportażu Ryszarda Kapuścińskiego. Szczególne znaczenie dla Aktora mają monodramy  –
„W progu”, a przede wszystkim „Moskwa-Pietuszki” według Wieniedikta Jerofiejewa, który sam wyreżyserował. 

Podczas spotkania z Marianem Opanią porozmawiamy o tajemnicach Ateneum, jego legendarnych dyrektorach  –  Januszu Warmińskim i Gustawie Holoubku, najważniejszych reżyserach, ulubionych koleżankach i kolegach z Zespołu, z którymi wspólnie grali, a po spektaklach…  Zastanowimy się, co się musi zdarzyć, aby mogły istnieć takie ansamble aktorskie, jak ten z dawnego Ateneum  –  czy to minione dzieje i już nie powrócą? Mistrz opowie o swoich artystycznych i życiowych inspiracjach, o tym, co go cieszy, a co najbardziej wyprowadza z równowagi  –  wiadomo przecież nie od dziś, że Marian Opania jest wyjątkowo uważnym obserwatorem naszej rzeczywistości. 
Bez skrępowania, z mnóstwem anegdot, a może i przytaczanymi ad hoc fragmentami ról i spektakli. Bez sztywnego scenariusza, bo Marian Opania to niespokojny duch, zatem możliwe są bardzo różne niespodzianki.


SCENA GłÓWNA

CZAS TRWANIA

120 min

BILETY

20 zł