NAJBLIŻSZE SPEKTAKLE

2022-10-18 19:00 Kup bilet

MOJE ATENEUM to cykl spotkań-rozmów z aktorami Teatru Ateneum.
Rozmawiamy o historii naszej sceny, przypominamy największe kreacje aktorskie, próbujemy uchwycić specyfikę Ateneum we wspomnieniach
i anegdocie.

Moje Ateneum Januszowi Warmińskiemu… Urodzinowy wieczór wspomnień

Szefował warszawskiemu Teatrowi Ateneum przez 42, słownie czterdzieści dwa lata, między 1952 a 1958 oraz 1960 a 1996 rokiem. Można bez najmniejszej przesady powiedzieć, że Ateneum to On, gdyż zbudował pozycję oraz niepowtarzalny klimat sceny na Powiślu, stając się przy tym uosobieniem dyrektora niemal idealnego. W teatrze był pierwszy – wychodził ostatni. Zawsze znajdował czas, by chociaż rzucić okiem na wieczorne przedstawienie, a potem dawał uwagi. Choć często były jednozdaniowe, wielu aktorów Ateneum pamięta je do dziś.

Był dżentelmenem w każdym calu. Mawiali na Niego Chińczyk, bowiem po Jego twarzy trudno było odgadnąć targające Dyrektorem emocje. Trzymał się w cieniu, ale od Niego zależało najwięcej. Poświęcił się bez reszty temu miejscu, chcąc przeprowadzić je przez pełen zawirowań i kompromisów czas PRL-u. Taki był Janusz Warmiński. 30 września mija 100. rocznica urodzin legendarnego dyrektora Teatru Ateneum. Z tej okazji spotkanie z cyklu Moje Ateneum w październiku będzie mieć specjalny charakter.

O Januszu Warmińskim opowiedzą aktorki i aktorzy Ateneum wczoraj i dziś – Elżbieta Kępińska, Krystyna Tkacz, Maria Ciunelis, Dorota Nowakowska, Katarzyna Łochowska, Marian Opania, Krzysztof Gosztyła, Jerzy Kryszak, Grzegorz Damięcki. Podczas wieczoru usłyszymy piosenki z pamiętnych spektakli Teatru Ateneum. Porozmawiamy też o znakomitej, niedawno wydanej a już nagradzanej, książce “Janusz Warmiński i jego Teatr Ateneum” z jej autorką dr Anetą Kielak-Dudzik. Zwykła ona wspólnotę ludzi Teatru Ateneum nazywać Ateneńczykami. Zatem niech wieczór poświęcony Januszowi Warmińskiemu stanie się świętem wszystkich Ateneńczyków – po obu stronach rampy.

Gospodarzem spotkań z cyklu “Moje Ateneum” jest Jacek Wakar.
Zapraszamy 18 października o godzinie 19.

13.09 MOJE ATENEUM: Grzegorz Damięcki

Dla publiczności Teatru Ateneum sprawa jest najzupełniej oczywista: Wiktor Zborowski to człowiek stąd, aktor sceny na Powiślu, jeden z jej symboli, nie do pomylenia z kimkolwiek innym. Widzowie mają rację, bowiem artysta stworzył tu kilkadziesiąt fantastycznych ról, brał udział w legendarnych inscenizacjach, jako ten największy z chóru Słowiki Ateneum w „Hemarze”, budził radość i wzruszenie miłośników swej sztuki.

Dziadkowie – aktorzy Irena Górska-Damięcka i Dobiesław Damięcki. Rodzice – reżyserka Barbara Borys-Damięcka i aktor Damian Damięcki. Mimo to długo nie chciał iść tą samą drogą. Podobno jakoś tak wyszło… W warszawskiej PWST trafił pod skrzydła niekwestionowanych mistrzów – spektakle dyplomowe z jego udziałem przygotowywali Jan Englert, Zbigniew Zapasiewicz i Mariusz Benoit. Pierwsze kroki na Scenie 61 Teatru Ateneum stawiał pod okiem niepowtarzalnego Edwarda Dziewońskiego w “Firmie” Hemara w towarzystwie Ewy Wiśniewskiej. Leonarda Pietraszaka i Zygmunta Kęstowicza. Trudno lepiej trafić.


Czas odkryć karty, choć i tak już wiadomo – bohaterem pierwszego w nowym sezonie spotkania z cyklu “Moje Ateneum” będzie Grzegorz Damięcki.
Teatr na warszawskim Powiślu to jedyny do tej pory zakład pracy znakomitego aktora. Przyszedł tu jeszcze podczas studiów w 1991 roku, jest do dzisiaj i chyba nigdzie się nie wybiera. Nic w tym dziwnego, bowiem – przepraszamy za banał – artysta znalazł tu swój dom, prawdziwie własne miejsce. Wsiąkł w zespół, zawiązał przyjaźnie i od lat realizuje aktorskie ambicje.

Zagrał tu kilkadziesiąt ról – klasycznych i współczesnych, komediowych i na wskroś dramatycznych. Spotkał się z fantastycznymi reżyserami – m.in. Januszem Warmińskim, Krzysztofem Zaleskim, Agnieszką Glińską, Izabellą Cywińską, Andrzejem Domalikiem. Niedawno jako bezduszny asystent partnerował Piotrowi Fronczewskiemu – Feuerbachowi w słynnej sztuce Tankreda Dorsta. Zupełnie inną twarz – wrażliwca, jakiego w nim zawsze widzieliśmy – pokazał w roli Myszkina w “Nastazji Filipownej” w inscenizacji Domalika, w której stworzył wyjątkowy duet z Marcinem Dorocińskim. I właśnie żonglowanie nastrojami, zmienianie masek i wewnętrzna transformacja to najważniejsze cechy aktorstwa Grzegorza Damięckiego. I nie należy myśleć o nim wyłącznie jako specjaliście od ról szlachetnych idealistów. W ostatnich latach szczególną przyjemność sprawia mu tworzenie rys na swym wizerunku, szukanie mroku w kreowanych przez siebie bohaterach.


Podczas spotkania z cyklu “Moje Ateneum” porozmawiamy o dzieciństwie aktora na warszawskim Słodowcu, szaleństwach młodości z rysowaniem, graniem w zespole punkrockowym oraz łażeniem po Bieszczadach, najważniejszych zawodowych wyzwaniach i tęsknotach. I o tym, jak to jest, gdy nagle – lepiej późno niż później – przypomną sobie o tobie kino i telewizja. Grzegorz Damięcki to przecież seriale – “Belfer”, “W głębi lasu” i “Zachowaj spokój”, a także kinowe przeboje “Atak paniki” i ostatnio “Fucking Bornholm”. 


Zapraszamy 13 września o godzinie 19. Rozmowę poprowadzi Jacek Wakar.

14.06 MOJE ATENEUM: Wiktor Zborowski

Dla publiczności Teatru Ateneum sprawa jest najzupełniej oczywista: Wiktor Zborowski to człowiek stąd, aktor sceny na Powiślu, jeden z jej symboli, nie do pomylenia z kimkolwiek innym. Widzowie mają rację, bowiem artysta stworzył tu kilkadziesiąt fantastycznych ról, brał udział w legendarnych inscenizacjach, jako ten największy z chóru Słowiki Ateneum w „Hemarze”, budził radość i wzruszenie miłośników swej sztuki.

Nie ulega też wątpliwości, że znakomity aktor nosi Ateneum w sobie, pamięta o wyjątkowych przyjaciołach z tutejszego kolektywu, ale do zespołu nie należy już od lat szesnastu. Wybrał bowiem drogę wolnego strzelca, sam wybiera projekty, w jakich bierze udział, jest sobie sterem, żeglarzem i okrętem. A mimo to nawet nie próbuje zaprzeczać, że jego związek z Ateneum to coś nieporównanie więcej niż kwestia etatu. To sprawa duchowego powinowactwa, tradycji teatru aktorskiego, jakie wyniósł z rodzinnego domu. Nic w tym dziwnego, skoro bratem mamy, a więc wujkiem Wiktora, był nie kto inny niż Jan Kobuszewski, aktor wielki dosłownie i w przenośni.

Niewiele jednak brakowało, żeby życie Zborowskiego potoczyło się zupełnie inaczej. Warunki fizyczne i najprawdziwszy talent sprawiły, że jako młody człowiek odnosił sukcesy jako koszykarz, grał nawet w juniorskiej reprezentacji Polski. Kontuzja spowodowała jednak, że musiał porzucić sportowe ambicje. Postanowił spróbować zdawać na aktorstwo. Jak się nie uda, rozważał plany b, c i d.

Dostał się jednak za pierwszym razem i połknął bakcyla. Uczył się od najlepszych – choćby Świderskiego, Sempolińskiego, Kreczmarów, Łomnickiego, wreszcie Ryszardy Hanin – opiekunki jego roku w warszawskiej PWST. Po studiach trafił pod skrzydła Adama Hanuszkiewicza w Teatrze Narodowym, komediowego kunsztu uczył się od najlepszych w Kwadracie, ale to w Ateneum rozkwitł. Grał role większe, mniejsze i epizody, ale zawsze nadawał im szczególny wyraz, co doceniała publiczność, która chodziła „na Zborowskiego” i trudno było jej się dziwić. Potrafił celowo pozbyć się własnej charyzmy, jak choćby w świetnym „Shitzu” Levina, ale nigdy wewnętrznej szlachetności. Bo chyba właśnie ona stała się znakiem rozpoznawczym scenicznych wcieleń Wiktora Zborowskiego. I jego prywatnie też.

W spotkaniu z cyklu „Moje Ateneum” porozmawiamy o latach spędzonych na Powiślu, najważniejszych artystycznych spotkaniach, śpiewaniu, bowiem w tej dziedzinie jest niezrównanym mistrzem. Dotkniemy kina, bo dzięki filmom Jerzego Hoffmana („Ogniem i mieczem”) i Janusza Majewskiego („C.K. Dezerterzy”) aktor zaznał smaku gigantycznej popularności. I zastanowimy się nad granicą, gdzie kończy się  sztuka, a zaczyna życie, bo to ono było i jest dla Wiktora Zborowskiego zdecydowanie najważniejsze.

Już we wtorek 14 czerwca o godzinie 19.00.

17.05 MOJE ATENEUM: Krzysztof Tyniec

Powiedział o Nim ktoś, że jest jak Charlie Chaplin. Z wierzchu wyborny komik, ale warto poskrobać mocniej, aby dotrzeć do dziwnej, chwilami przechodzącej w smutek melancholii, wyjątkowego wyczucia absurdu, ostrej ironii, a wreszcie odrobinę niedzisiejszej delikatności. Z Teatrem Ateneum związany ponad trzy dekady jest jednym z najbardziej zapracowanych aktorów sceny na Powiślu, zagrał tu dziesiątki ról. Dlatego może się wydawać, że Go nieźle znamy, tymczasem… Co i rusz się wymyka, gdzieś ucieka, zmienia style i konwencje. 

Przed Państwem Krzysztof Tyniec.

Gdyby posłuchał rodziców, zapewne nie zostałby aktorem, gdyż wymarzyli dla syna całkiem inne życie. Chociaż pochodzi z Nowej Rudy, studiował w Warszawie, a teatralną drogę zaczynał w odległym Słupsku. Potem trafił do Współczesnego na Mokotowską, zagrał tam choćby w Mahagonny Krzysztofa Zaleskiego i legendarnym Mistrzu i Małgorzacie Macieja Englerta. Swój artystyczny dom znalazł jednak w Ateneum i dziś trudno nawet wyobrazić sobie znakomitego aktora w innym miejscu. Zagranych tutaj ról policzyć nie sposób, podobnie jak autorów dzieł, w których wystąpił. Był Gombrowicz i Brecht, Tuwim i Labiche, Diderot i Konwicki, Shakespeare, Stoppard, Pirandello i wielu, naprawdę bardzo wielu innych. To on stał się jednym z ojców największego hitu Ateneum w ostatnich latach, czyli Kolacji dla głupca Vebera, zagranej niemal tysiąc razy. Co prawda rolę tytułową przejął po Wojciechu Pszoniaku, ale szybko sprawił, że stała się bardzo jego. I zaprzyjaźnił się z niejakim Pignonem na lata, sprawiając, że tak bardzo owego, chyba tylko pozornego „głupca” polubiliśmy…

W Ateneum dał się też poznać jako fantastyczny aktor śpiewający, z wykonywanych przez siebie piosenek tworząc fascynujące, czasem dramatyczne, częściej zabawne historie. Bo Krzysztof Tyniec to jest mistrz kabaretu i estrady, no i parkietu, co udowodnił zwycięstwem w Tańcu z gwiazdami, dając popularnemu show własny styl i klasę.

Artysta nie lubi o sobie opowiadać, a mimo to zgodził się zostać bohaterem cyklu MOJE ATENEUM. Choćby dlatego spotkanie z Nim zapowiada się ekscytująco. Bo jeśli myślą Państwo, że dobrze znają Krzysztofa Tyńca, może Was spotkać niespodzianka…
Zatem do zobaczenia 17 maja, o godzinie 19:00!

26.04 MOJE ATENEUM: Magdalena Zawadzka

Kiedy bywalcy Teatru Ateneum słyszą Jej nazwisko, na ich twarzach pojawia się uśmiech.
Jest bowiem od trzydziestu lat związana ze sceną na Powiślu i kojarzy im się przez ten czas zawsze tak samo – z jasnym uśmiechem właśnie, lekko zamglonym spojrzeniem, ciepłym głosem. Słowem – delikatnością, a jest to cecha, która w obecnych czasach jakby wychodziła z obiegu…
MAGDALENA ZAWADZKA, bo o Niej oczywiście mowa, ma jednak wiele aktorskich twarzy i nigdy nie wiadomo, czym nas w spektaklu zaskoczy. Ostatnio są to raczej rzeczy lekkie, ale z głębszymi podtekstami – Kwartet Harwooda, w którym w towarzystwie świetnych partnerów Marzeny Trybały, Krzysztofa Gosztyły i Krzysztofa Tyńca w lekkiej formie oswaja nieubłaganą starość, oraz Uciekinierki, gdzie wraz z Sylwią Zmitrowicz po latach morderczej stabilizacji i nudy rzucają się do skoku w prawdziwe burzliwe życie. Może ostatniego, ale tym bardziej pięknego…
W Ateneum grywała w przedstawieniach niewielkich (Małe zbrodnie małżeńskie, Noc z Don Juanem, Chwile słabości z Leonardem Pietraszakiem, Mr Love z Emilianem Kamińskim), klasyce obcej i polskiej (Kupiec wenecki Shakespeare’a, Szalony Dzień czyli Wesele Figara Beaumarchais, Herbatka u Stalina Harwooda, Rzeźnia Mrożka), a zadebiutowała tu w spektaklu niezwykłym, bo reżyserowanym przez samego Tadeusza Konwickiego. W J.B. i innych partnerowała Gustawowi Holoubkowi. Z wielkim aktorem i wspaniałym dyrektorem Ateneum dzieliła życie od 1973 roku. Mawiała jednak, że „mąż jej nie faworyzował”. Nigdy nie chciała być wszechwładną dyrektorową.

Magdalena Zawadzka będzie bohaterką kwietniowego spotkania z cyklu MOJE ATENEUM. Porozmawiamy o Ateneum oczywiście, Jej partnerkach i partnerach z teatru na Powiślu i nie tylko (ostatnio gra na przykład u boku Andrzeja Seweryna w Teatrze Polskim), ale też o Teatrze Dramatycznym w Warszawie, którego rozkwit pod wodzą Holoubka w latach siedemdziesiątych poprzedniego wieku współtworzyła. Wspomnimy mistrzów Aktorki, artystów, którzy ją kształtowali. Nie zapomnimy o Baśce Wołodyjowskiej – filmowej roli Zawadzkiej, która przyniosła Jej wręcz niewyobrażalną popularność i innych ekranowych wcieleniach.

Magdalena Zawadzka to także wiele ról telewizyjnych i radiowych, wiele artystycznych podróży na różne kontynenty, gościnne występy m.in. w warszawskim Och-Teatrze, Polonii, kiedyś na Scenie Prezentacje. To trzy wspomnieniowe książki, które szybko stały się bestsellerami. 
Nie możemy obiecać, że zdążymy porozmawiać o tym wszystkim, ale trudno wyobrazić sobie spotkanie z Magdaleną Zawadzką bez Gustawa Holoubka. Pojawi się więc we wspomnieniach Bohaterki wieczoru i zapewne będzie się nam z lekką i ironią i właściwym sobie dystansem przysłuchiwał. Dumą Artystki jest syn Jan, dziś jeden z najważniejszych polskich reżyserów filmowych. Porozmawiamy więc o tym, jaki był przez lata ich rodzinny dom. 

Można spodziewać się wielu niezwykłych historii, wyjątkowych anegdot, lekkości i zadumy. Nie może być inaczej, skoro zapraszamy Państwa na wieczór z Magdaleną Zawadzką.

22.03 MOJE ATENEUM: Teresa Budzisz-Krzyżanowska

Jedna z największych osobowości polskiego teatru ostatniego półwiecza. Aktorka Wajdy, Grzegorzewskiego, Jarockiego, Hübnera, Holoubka. Swoimi rolami współtworzyła artystyczny kształt krakowskiego Starego Teatru w okresie jego największego rozkwitu, stała się najważniejszą aktorką warszawskiego Teatru Studio w czasie dyrekcji Jerzego Grzegorzewskiego, za którym przeszła na narodową scenę, odebrawszy legitymację numer 1 w nowo tworzonym zespole.
Do zespołu Teatru Ateneum wstąpiła w 2006 roku, odpowiadając na zaproszenie dyrektora Gustawa Holoubka, ale gościnna współpraca aktorki z Ateneum rozpoczęła się już dwie dekady wcześniej, za dyrekcji Janusza Warmińskiego.       

Oto Teresa Budzisz-Krzyżanowska.

Była Joanną z Nocy listopadowej, siostrą Ratched w Locie nad kukułczym gniazdem, dwukrotnie Iriną Arkadiną w Dziesięciu portretach z czajką w tle. Była Gertrudą i Hamletem w Hamlecie, Paganinim w Usta milczą, dusza śpiewa, Panią Rollison w Dziadach, Maryną i Gospodynią w Weselu. Dziesiątki, może setki ról na wielu polskich scenach. Do tego wiele kreacji telewizyjnych, niemało filmowych, choć zawsze teatr stawiała na pierwszym miejscu. 

Teatr Ateneum pojawił się w jej życiu w końcówce poprzedniego stulecia. Najpierw grywała tu gościnnie – Idalię w Fantazym Słowackiego w reżyserii Gustawa Holoubka, Mary Tyrrone w Zmierzchu długiego dnia O’Neilla przygotowanym przez Waldemara Śmigasiewicza. Dyrektor Holoubek znalazł w niej wstrząsającą Jokastę w Królu Edypie Sofoklesa, gdzie stworzyła wspaniały duet z Piotrem Fronczewskim. Potem została na dobre. Na scenie przy Jaracza nie zagrała wiele, ale dała jej nową niepowtarzalną barwę. Była nieubłaganą tytułową Papieżycą w sztuce Esther Vilar, trudno ją było rozpoznać w Czaszce z Connemary Martina McDonagha w inscenizacji Kazimierza Kutza, gdzie spotkała się między innymi z Janem Kociniakiem. 

Zdrowie sprawiło, że dziś na scenie pojawia się zbyt rzadko. Skromnie przyznaje, że wcale nie zdziwi się, gdy widzowie przestaną ją pamiętać. No i nie cierpi, kiedy wspomina się o Jej wielkości. W cyklu MOJE ATENEUM czeka nas spotkanie wyjątkowe, bo absolutnie wyjątkowa jest jego bohaterka.
Teresa Budzisz-Krzyżanowska to klasa, uważność na świat i drugiego człowieka, sama jasność. 

22.02 MOJE ATENEUM: Marian Opania

Cykl „Moje Ateneum” rozpoczynamy najlepiej, jak tylko można – od spotkania z Marianem Opanią, prawdziwą legendą Teatru na warszawskim Powiślu, człowiekiem, bez którego miłośnicy Ateneum  nie potrafią sobie wyobrazić tego miejsca, bo przecież tworzył jego historię, a teraz swymi rolami i samą obecnością w Zespole buduje jego dzień dzisiejszy. Dlatego trudno się bywalcom Ateneum dziwić…


Marian Opania zadebiutował w Ateneum dokładnie czterdzieści lat temu i od tej pory pozostaje mu wierny. Stworzył tu dziesiątki mniejszych, większych oraz bezdyskusyjnie wielkich ról, spotkał się z najważniejszymi osobowościami, jakie tu pracowały, był jedną z najbarwniejszych indywidualności w aktorskim panteonie teatru. Nieco starsi widzowie pamiętają go doskonale jako jednego ze Słowików Ateneum, w obleganych spektaklach muzycznych typu  „Hemar” czy „Brel” dającego małe arcydzieła piosenki aktorskiej podlanej niepowtarzalnym komizmem.

Dziś Marian Opania nie zwalnia tempa. Można oglądać go w przejmującej roli tytułowej w spektaklu „Ojciec” według sztuki Floriana Zellera, a także jako groźnego, chwilami okrutnie śmiesznego względem samego siebie Cesarza w adaptacji słynnego reportażu Ryszarda Kapuścińskiego. Szczególne znaczenie dla Aktora mają monodramy  –
„W progu”, a przede wszystkim „Moskwa-Pietuszki” według Wieniedikta Jerofiejewa, który sam wyreżyserował. 

Podczas spotkania z Marianem Opanią porozmawiamy o tajemnicach Ateneum, jego legendarnych dyrektorach  –  Januszu Warmińskim i Gustawie Holoubku, najważniejszych reżyserach, ulubionych koleżankach i kolegach z Zespołu, z którymi wspólnie grali, a po spektaklach…  Zastanowimy się, co się musi zdarzyć, aby mogły istnieć takie ansamble aktorskie, jak ten z dawnego Ateneum  –  czy to minione dzieje i już nie powrócą? Mistrz opowie o swoich artystycznych i życiowych inspiracjach, o tym, co go cieszy, a co najbardziej wyprowadza z równowagi  –  wiadomo przecież nie od dziś, że Marian Opania jest wyjątkowo uważnym obserwatorem naszej rzeczywistości. 
Bez skrępowania, z mnóstwem anegdot, a może i przytaczanymi ad hoc fragmentami ról i spektakli. Bez sztywnego scenariusza, bo Marian Opania to niespokojny duch, zatem możliwe są bardzo różne niespodzianki.


SCENA GłÓWNA

CZAS TRWANIA

120 min

BILETY

30 zł