Najbliższe spektakle:

 

O spektaklu

Bogusław Schaeffer 

DEMON TEATRU
czyli mniejsza o to


reżyseria i scenografia – Andrzej Domalik
kostiumy – Dorota Roqueplo 

muzyka – Mateusz Dębski
choreografia – Liwia Bargieł
reżyseria światła – Prot Jarnuszkiewicz
konsultacja wokalna – Anna Lobedan
prapremiera – 11 czerwca 2016

 

Występują:

Aktor A – Mateusz Łapka
Aktor B – Bartłomiej Nowosielski
Aktor C – Grzegorz Damięcki
Aktorka – Ewa Telega
Reżyser – Krzysztof Tyniec

 

Bogusław Schaeffer przyszedł do teatru z muzyki w latach 60., będąc już jednym z najoryginalniejszych kompozytorów XX wieku. Nie dziwota więc, że jego dramaty przypominają czasem kompozycje muzyczne, a sama muzyka stanowi w nich element tyleż wspierający akcję, co ją kreujący. Ale to tylko część dramatopisarskiej oryginalności Schaeffera. Nie ma w tych sztukach tradycyjnej akcji i konwencjonalnych bohaterów, chociaż postaci wypowiadają zdania często znane nam z potocznego języka. Ba, zdarza się, że mówią wieloma językami, wplatając w mowę „literacką” wyrażenia gwarowe, żargonowe, cytaty z innych autorów. Nade wszystko  jednak  b a w i ą   s i ę  w  t e a t r.

Demon teatru jest bowiem komedią o aktorach, czyli ludziach, którzy zawodowo udają innych ludzi. A co będzie, jeśli nikogo nie będą udawać, a jednak staną przed nami, żeby odegrać spektakl? Jak wiadomo, teatr kryje tysiące fascynujących niespodzianek. Niektóre z nich poznacie Państwo oglądając Demona teatru, sztukę niezwykłą jak jej autor.

Spóźnieni widzowie, ze względu na specyfikę użytej w spektaklu scenografii, nie będą wpuszczani na widownię.

Czas trwania spektaklu: 1 godz. 20 min.
Informujemy, że widzowie spóźnieni na spektakl nie będą mieli możliwości wejścia na widownię.

Informacje dotyczące cen biletów, planu widowni i kasy biletowej są dostępne na stronie BILETY.

 

Licencja na wystawienie utworu została wydana przez Stowarzyszenie Autorów ZAiKS. 

Recenzje

 

Demon

 

(…) Ta sceniczna zabawka wpisuje się w jeden z nurtów zainteresowań Schaeffera dramaturga, czyli podglądania aktorów w ich naturalnym środowisku, czyli w teatrze, zamkniętym hermetycznym świecie, w którym rzeczywiste jest to, co stwarza się z nierzeczywistego; podpatrywania ich relacji zawodowych z kolegami, z reżyserami.

Efektem tego podpatrywania jest portret aktorów nakreślony z sympatią, ale także uwypuklający ich słabości, pozy, mody, fobie, kompleksy, pychę. Jest to zarazem kolejne usiłowanie autora przeniknięcia istoty teatru, stwarzania się poprzez aktorów i ich sceniczny wysiłek. Wszystko to zawiera „Demon teatru, czyli mniejsza o to”.

Obserwujemy próbę przedstawienia w teatrze, a nawet uczestniczymy w niej, ponieważ często aktorzy, wcielający się w postaci aktorów, zwracają się bezpośrednio do widzów.

Spektakl jest układanką wydawałoby się luźno dramaturgicznie powiązanych ze sobą scen, która jednak, jak przystało nie tylko na dramaturga, ale i kompozytora, ma swoją uwerturę, crescendo i wyciszenie. Wspiera go także świetna muzyka, ku naszemu zdziwieniu Mateusza Dębskiego, a nie Bogusława Schaeffera. Ale przede wszystkim wyśmienite aktorstwo.

Nie byłoby tego zabawnego, chociaż przynoszącego też gorzkawe refleksje spektaklu-koncertu, gdyby nie zgrany zespół „instrumentów-aktorów”. Przewodzi im Krzysztof Tyniec, grający Reżysera. Stworzył cudowną postać bufona, manipulanta i kabotyna, przekonanego o swoim geniuszu, w głębi serca gardzącego artystami, z którymi przyszło mu pracować. Ewa Telega, jedyna kobieta w tym zespole, jest Aktorką, której sława trochę przybladła, ale ona nie przyjmuje tego do wiadomości, domaga się szacunku, od kolegów, a Reżysera w szczególności, uciekając się nawet do typowo kobiecych sztuczek. Aktor C Grzegorza Damięckiego, spokojny, znający swoją zawodową wartość, poddaje się manipulacji Reżysera, udając przed nim, że nie orientuje się w jego grze, wciągając w nią także kolegów. Bartłomiej Nowosielski, Aktor B, prostoduszny, stara się rzetelnie próbować, ale gierki innych trochę go złoszczą; no i wreszcie młodziutki Mateusz Łapka gra Aktora A, jeszcze nieco szczeniacko narwanego, pokrywającego swoje zawodowe i życiowe nieopierzenie buntem, byciem na kontrze do starszych kolegów i nieukrywającego, że to nie teatr daje dzisiaj chleb i sławę. W czasie próby, w której uczestniczą, ścierają się na poglądy, opinie na temat swojego zawodu, istoty teatru, sposobu grania swojej roli. Mimo że znają się dobrze, zakładają maski nie tylko sceniczne, wykorzystują aktorstwo do rozgrywania własnych interesów, oczarowywania Reżysera lub zatriumfowania nad nim by po tej walce o byt, o własne istnienie w teatrze, którą toczą codziennie, westchnąć, jak robi to jeden z nich: „Teatr jest katastrofą, ale to mój okręt”. Czyż nie oddaje ono istoty tego, co dzieje się dziś w polskim teatrze?

Z tej Schaefferowej układanki Andrzej Domalik, reżyser „Demona teatru, czyli mniejsza o to”, stworzył spektakl wyrazisty, klarowny, czysty w ruchu scenicznym, bez kompleksów, a nawet z pewną przyjemnością pokazujący jego bohaterów bez maski, w którym dialogom scenicznych postaci wielokroć towarzyszy śmiech publiczności (z inteligentnych, dowcipnych dialogów i usatysfakcjonowanej, że została dopuszczona do tajemnic aktorów i tworzenia przez nich spektaklu), chociaż niewolny od refleksji na temat kondycji teatru i kultury zależnych od mód, kaprysów decydentów, nowej moralności, po stan umysłu dzisiejszego człowieka, który popycha ten świat na granice absurdu.

Sam Bogusław Schaeffer poprzedził sztukę „Demon teatru, czyli mniejsza o to”, pewnym wyznaniem. „Lubię pisać sztuki o teatrze. Bo można wtedy pisać o Szekspirze, o grze aktorskiej, o przenoszeniu tekstu na scenę, o – prywatnym – życiu aktorów, zacytować Pascala i przekazywać wiedzę o człowieku. A ponadto: aktor grający aktora, aktor rzeczywisty tworzący wrażenie, że jest iluzją, bo wtedy jest nią, w dodatku piętrową – takie rzeczy muszą pociągać autora. Nie liczę się zbytnio z upodobaniami widza, ale wiem, że on polubił moje sztuki o teatrze. Jak zechce, polubi i tę”.

Już polubił! I poleca do obejrzenia – i do polubienia – tym, którzy jeszcze nie mieli tego szczęścia.

 

Grażyna Korzeniowska, AICT/IATC Sekcja polska Międzynarodowego Stowarzyszenia Krytyków Teatralnych

 

Śmieszny demon

 

Bogusław Schaeffer jako kompozytor zawsze zadziwiał i zaskakiwał, natomiast jako dramaturg był inteligentnie śmieszny i dosyć przewidywalny. Bo to znów jest o istocie twórczości i zabiegach artystycznych, tym razem związanych z warsztatem nie kompozytora, ale reżysera teatralnego. Choć omawianą na scenie sztukę (czyli jest to teatr w teatrze) napisał kompozytor, oczywiście ten sam prof. Bogusław Schaeffer. Prapremiera komedii „Demon teatru, czyli mniejsza o to” zamyka sezon teatralny warszawskiego Ateneum i robi to kameralnie, ale wirtuozowsko i lekko zarazem. Aktorzy udają, że udają, ale siadają za pulpitami do nut, co sugeruje, że mogłaby to być także rzecz o instrumentalistach w zespole muzycznym. Pewne problemy są tam takie same: zazdrość, chęć wybicia się, skłonność do podważania autorytetu szefa, dyskretny mobbing. Piątka aktorów, na czele z Krzysztofem Tyńcem, pokazuje to niemal namacalnie, ale z przymrużeniem oka. Klasyczny Schaeffer, jakiego znamy i kochamy.

 

Bronisław Tumiłowicz, Przegląd nr 26/27.06

 

Reżyser i aktorzy o sobie

 

„DEMON TEATRU czyli mniejsza o to” w warszawskim Ateneum to spektakl, który ogląda się nie bez przyjemności. Sprawcami takiego wrażenia są przede wszystkim aktorzy, na czele z Krzysztofem Tyńcem i Grzegorzem Damięckim, którzy znakomicie prezentują połączenie siły ekspresji z dojrzałością. Zalety samego dramatu, będącego dla wykonawców partyturą godną popisu, też są tutaj bardzo istotne. Sztuka Bogusława Schaeffera jest utworem fascynującym nie tylko dla samych aktorów, czy w ogóle ludzi sztuki, ale dotykając problemów istotnych dla natury teatru i jego „kuchni”, w takim samym stopniu może obchodzić teatralnego widza. Reakcja publiczności przy Jaracza zresztą w pełni to potwierdza. Autor „Zorzy” po raz kolejny konfirmuje swoją niczym nieskrępowaną wyobraźnię i jak zawsze nieprzeciętne i zaskakujące poczucie humoru oraz wyczucie komizmu. To co kiedyś mogło drażnić jako pretensjonalne dywagowanie na temat teatru, sztuki, czy kultury tu się raczej nie pojawia. (…)

 

Wiesław Kowalski , Teatr dla Was/25.06

 

Być pomiędzy

 

(…) „Demon teatru” to ostatnia propozycja warszawskiego Ateneum w tym sezonie. Metateatralna opowieść o próbach do pewnej sztuki, której sensu aktorzy nie są w stanie pojąć, w czym niemała zasługa reżysera – tyrana i krętacza. Bardzo podoba mi się w tym wcieleniu Krzysztof Tyniec balansujący na granicy groteski i (teatralnej) prawdy, której tak gorąco domaga się jego postać.

(…) Konwencja, w jakiej Schaeffer, kompozytor i dramaturg, tworzy swoje „scenariusze dla aktorów”, wymaga rozegranych, pełnych autoironii wykonawców. W spektaklu Andrzeja Domalika znajduje ich bez trudu. Szczególnie w osobie Grzegorza Damięckiego, który w jednej ze scen gra rolę inspektora Ruchu Teatralnego wydelegowanego przez Departament Dzieł Scenicznych, by ocenił repertuar podległych mu scen, bowiem „finansuje te igraszki”. Do dziś ten temat roznieca ogniska dyskusji wśród dyrektorów i twórców.

„Demon teatru” to transfuzja teatralności. Bardzo potrzebne są takie spektakle, potrafią nas wyzwolić od codzienności, która od wczesnych lat aż do starości dba o to, byśmy czuli się jak trybiki w maszynie. Wspaniale też patrzeć na aktorów, którzy traktują swój zawód zarówno z powagą, jak i z dystansem. W jednej scenie potrafią przekomarzać się jak londyńskie przekupki, by po chwili wywołać na widowni „ciszę jak przy skoku o tyczce”. To sztuka.

Kamila Łapicka, wSieci nr 25/20.06