fot. Bartek Warzecha

[nggallery id=155]

NAJBLIŻSZE SPEKTAKLE

 


[wptabs]

[wptabtitle]O spektaklu[/wptabtitle]

[wptabcontent]

RÓBMY SWOJE – piosenki Wojciecha Młynarskiego

scenariusz, reżyseria, kierownictwo muzyczne – Wojciech Borkowski
opieka artystyczna – Andrzej Domalik
scenografia – Marcin Stajewski
kostiumy – Anna Englert
ruch sceniczny – Jarosław Staniek
przygotowanie wokalne – Tomasz Bajerski
premiera – 2 kwietnia 2016

 

Występują:
Julia KONARSKA
Joanna KULIG/Olga SARZYŃSKA
Katarzyna UCHERSKA
Krzysztof GOSZTYŁA
Piotr FRONCZEWSKI
Sebastian JASNOCH
Tomasz SCHUCHARDT 

 

Gra zespół muzyczny w składzie:
Tomasz BAJERSKI/Wojciech BORKOWSKI – fortepian
Paweł  STANKIEWICZ/Mateusz SZEMRAJ – gitara
Maciej SZCZYCIŃSKI/Maciej MATYSIAK – bas
Piotr MAŚLANKA/Szymon LINETTE – perkusja

 

Wojciech Młynarski jako autor piosenek ma w sobie dwie dusze: liryczną i publicystyczną. Ta pierwsza dusza podpowiada mu piosenki o ulubionej leszczynie, o polskiej miłości, „co umie przebaczać, umie drwić”, o pannie Heli, która „ślicznym oczkiem strzela” i o nutach, co „wolą tańczyć solo”. Ta druga dusza każe mu pisać piosenki o walcu, który „przyjdzie i wyrówna” albo balladę o tych, „co się za pewnie poczuli”. Bo Młynarski jest zarówno poetą zakochanym w mądrych drobiazgach codziennego życia, jak przenikliwym komentatorem otaczającego nas głupstwa, kłamstwa i miernoty. Jego piosenki o siermiężnym PRL-u wzbudzały niegdyś śmiech – i satysfakcję, że jest ktoś, kto tak świetnie rozumie paradoksy mieszkania w „najweselszym baraku socjalistycznego obozu”. A kiedy już odzyskaliśmy wolność –  ten sam Młynarski patrzy na nią jak na niełatwy dar, na który trzeba sobie zasłużyć. Przecież ten dar tak łatwo odebrać…

Spektakl złożony z bardziej i mniej znanych piosenek w wykonaniu naszych aktorów nazwaliśmy –
za Młynarskim – RÓBMY SWOJE. Bo w każdych czasach, dobrych czy złych, warto się tego trzymać.

 

Czas trwania spektaklu: 2 godz.

Informacje dotyczące cen biletów, planu widowni i kasy biletowej są dostępne na stronie BILETY.

 

Licencja na wystawienie utworu została wydana przez Stowarzyszenie Autorów ZAiKS. 

[/wptabcontent]

[wptabtitle]Recenzje[/wptabtitle]

[wptabcontent]

Gorzkie ballady Młynarskiego wciąż aktualne

 

Ateneum ma szczególne powody do czczenia 75. urodzin Wojciecha Młynarskiego.

To właśnie z tą sceną na warszawskim Powiślu artysta jest związany od lat. To tu publiczność szturmowała kasy na jego spektakle muzyczne. Dzięki znakomitym tłumaczeniom rozpoczęła się moda na Brela, przypomniany został Wysocki. To Młynarski przywołał kunszt zakazanego przez PRL Hemara. Do Ateneum publiczność “waliła” także na recitale Młynarskiego. Wysłuchując wiele cierpkich prawd na temat “coraz bardziej otaczającej rzeczywistości”.

Planowany przed ponad rokiem spektakl miał być tylko wieczorem jubileuszowym. Ponieważ jednak rzeczywistość stała się “coraz bardziej otaczająca”, nabrał nieco innego znaczenia. Rzecz rozgrywa się na peronie dworcowym – taka “Niedziela na Głównym”. Alter ego Młynarskiego jest Krzysztof Gosztyła, a potem – niestety, tylko krótką chwilę – Piotr Fronczewski. I oni są największym atutem widowiska. Młodzi aktorzy, często już z nazwiskami i dorobkiem, choć radzili sobie nieźle, ustępowali seniorom. Największą wartością spektaklu były oczywiście piosenki.

W 2007 roku Wojciech Młynarski mówił “Rzeczpospolitej”: “Starałem się nie być ani za białymi, ani za czarnymi. Jednoznaczna konotacja polityczna zobowiązuje do przymykania oczu, a co gorsza, upraszcza myślenie”.

To, że utwory Młynarskiego nie straciły aktualności, nie zawsze jest powodem do radości. Publiczność żywiołowo reagowała m.in. na wykonywaną przez Sebastiana Jasnocha “Balladę o dzikim zachodzie” z 1966 roku, a zwłaszcza jej zakończenie, że “czasami najtrudniej jest rozpoznać bandytę, gdy dokoła są sami szeryfi” \. Podobnie było z “Balladą o szachiście” , której bohater w czasie gry zmieniał jej reguły, bo jak twierdził: “nie wytrzymują życia prób”. Poruszające było wołanie samotnego artysty “Nie wycofuj się inteligencjo” w interpretacji Piotra Fronczewskiego. (…)

 

Jan Bończa Szabłowski, Rzeczpospolita online/3.04

Mimo wszystko

 

Młodzi aktorzy bezbłędnie odczytują sens, jaki kryje się między wierszami tekstów poety.

Najnowsza premiera w Ateneum, “Róbmy swoje”, której scenariusz oparty jest na tekstach Młynarskiego, to nie tylko pełen humoru wieczór. To prawda, aktorzy bawią się świetnie, ale też do tej zabawy wciągają publiczność. I nie jest to zabawa bezrefleksyjna. Okazuje się, że w układance, z której wyłania się obraz świata, Młynarski przemyca żart, intelektualną szaradę, ale też głęboką i często gorzką refleksję. Taka jest twórczość Młynarskiego, barda i komentatora zjawisk, w których jesteśmy zanurzeni, a które nie zawsze zauważamy.

Spektakl “Róbmy swoje” jest rodzajem małego jubileuszu. Mija właśnie trzydzieści lat od chwili, gdy Wojciech Młynarski pojawił się po raz pierwszy na scenie Ateneum. Z ponad dwóch tysięcy tekstów, jakie napisał, w spektaklu wykonano 28 piosenek. Ale to prawdziwe perełki. Wieczór potwierdza otwartość sceny na młodych aktorów, którzy odbierają praktyczną lekcję zawodu. Wnoszą temperament, roznoszą żywiołem scenę, ale jednocześnie udowadniają, że ich warsztat pod okiem mistrzów wciąż się doskonali. Jeszcze niedawno Julka Konarska otrzymała z ZASP-u nagrodę imienia Nardellego za najlepszy debiut roku, dziś widzę ją już w czwartym spektaklu, w którym pokazuje w pełni profesjonalny aparat zawodowy. A przy tym nie traci nic z młodzieńczej spontaniczności. Obok równie żywiołowa Olga Sarzyńska, Joanna Kulig, Sebastian Jasnoch, Katarzyna Ucherska. Gdy przesiadają się na rowery, zachowują się jak rozbrykane dzieci, a przy tym nic nie gubią z niuansów tekstu. Tomasz Schuchardt, Bodo z modnego serialu, dzieli się wydobywaniem z tekstów Młynarskiego drugiego dna. Z tą grupą młodych, a przecież dojrzałych aktorów nawiązuje świetny kontakt Krzysztof Gosztyła, bawiąc się jak oni humorem i formą.

W pewnym momencie wszyscy milkną, bo wchodzi na scenę “mistrz nad mistrze”, Piotr Fronczewski, i wypowiada słowa, które mogą stanowić poetycki testament. Tomek Schuchardt wyłuskuje motto programu: “Pochwała inteligencji, nagana głupoty”. I pewność, że się nie poddamy. Wciąż wbrew wszystkiemu znajdą się nutki, które wolą tańczyć solo.

We frazie znanej wszystkim pokoleniom dzielimy się optymizmem: “Bo wciąż w zielone gramy”. Nic dziwnego, że Julka Konarska świadoma formy, z którą dzielnie się uporała, jest ciągle uśmiechnięta. Choć niemal nie schodzi ze sceny. I chce nam ten uśmiech ofiarować. Autor scenariusza, reżyser i kierownik muzyczny, Wojciech Borkowski wręcza w finale swoim aktorom koszulki z napisem “Róbmy swoje”. Wystarczy za wzajemne podziękowanie.

 

Hanna Karolak, Gość Niedzielny nr 17/24.04

Trzy elementy

 

Trudno sobie wyobrazić lepsze otwarcie tego spektaklu niż piosenka “Alkoholicy z mojej dzielnicy” tak silnie zrośnięta z miejscem. Jej akcja toczy się przy ulicy Dobrej u wylotu Jaracza, z widokiem na nieodległy Teatr Ateneum, o którym gwarzą tytułowi alkoholicy z autorem: “A wiesz pan, dlaczego / teatr ogólnie jest piękny? / Bo teatr to jest śmiech, kolego, / bo teatr to jest płacz, kolego! / To są te trzy elementy!”. Piosenkę podaje bez zarzutu Krzysztof Gosztyła. To on gra rolę porte-parole autora z wielką kulturą i talentem, który objawia się m.in. brawurowym wykonaniem wiersza “Ballada o kasjerze”. Zresztą cała obsada, a dominują młodzi wykonawcy, zasługuje na pełne uznanie – okazuje się, że piosenki Wojciecha Młynarskiego doskonale wchodzą pod skórę przedstawicieli kolejnej generacji: Julii Konarskiej, Joanny Kulig, Olgi Sarzyńskiej, Katarzyny Ucherskiej, Sebastiana Jasnocha (bardzo obiecujący debiut!) i Tomasza Schuchardta.

Świetne to przedstawienie, z dopracowanymi do perfekcji solówkami i – co ważne – zharmonizowanymi chórami. Chwała Wojciechowi Borkowskiemu, że zbudował spektakl wyłącznie z piosenek i wierszy Młynarskiego, wspieranych zawieszoną w głębi sceny dworcową tablicą informacyjną, na której pojawiają się lakoniczne napisy komentujące sytuację. Osobny ton wprowadza Piotr Fronczewski mistrzowskim wykonaniem wiersza “Nie wycofuj się, inteligencjo” – kiedy mówi, widzowie wstrzymują oddech.

W Ateneum powstał spektakl na miarę muzycznej tradycji tego teatru, w którego murach tyle razy królowały piosenka aktorska i klimat literackiego kabaretu.

 

Tomasz Miłkowski, Przegląd nr 18/02.05

 

Młynarski na stacji sytuacja

 

“Róbmy swoje” to najnowszy spektakl Teatru Ateneum, bliższy jednak poetyce koncertu niż widowisku, które można by nazwać stricte teatralnym przedstawieniem. I nie mają te słowa wydźwięku pejoratywnego, bo głównym bohaterem tego wieczoru ma być Wojciech Młynarski i jego literacki talent, geniusz i żywość jego umysłu. Talent niepowtarzalny w swej przenikliwości i nie do podrobienia w oglądzie i obserwacji naszej rzeczywistości. Wyruszamy więc z Krzysztofem Gosztyłą (niesamowity głos, a przy tym jakaż umiejętność osobistej interpretacji i słuchania innych) i jego młodą trupą aktorską w muzyczną podróż po zakamarkach naszej pamięci czasów PRL-u – wydawać by się mogło, że już tkwiących w lamusie historii. Okazuje się jednak, że teksty autora “Wesołego powszedniego dnia” nie zdezaktualizowały się ani na jotę i stają się znakomitym komentarzem do tego, co dzieje się hic et nunc. Śmieszne to i smutne zarazem. Bo tak jakby napisane wczoraj.

Na scenie Ateneum jest żartobliwie, a sentymentalna idealizacja skonfrontowana jest z portretami różnej maści Polaków, nie rzadko o sklepionym nisko czole. Próby ingerowania realizatorów w działania aktorów są tutaj minimalistyczne. Ot, czasami ktoś przysiądzie lub zaśnie na ławce, kto inny zapali papierosa, jeszcze inny przylgnie do ściany, bo zainteresowało go to, co mają do powiedzenia jego sceniczni partnerzy. Ta dyskrecja ruchu scenicznego pozwala widzowi skupić się na walorach rewelacyjnie zakomponowanych i błyskotliwych tekstów, które zyskują tutaj niejednokrotnie wydźwięk wręcz publicystyczny.

A zatem ciężar odpowiedzialności w tak skonstruowanym piosenkowym kolażu spoczywa głównie na aktorach. Krzysztof Gosztyła, Tomasz Schuchardt, Olga Sarzyńska, Julia Konarska, Joanna Kulig, Katarzyna Ucherska i Sebastian Jasnoch nie traktują swoich piosenek jak popisów na wrocławskim Przeglądzie Piosenki Aktorskiej. Starają się raczej podążać za tekstem Młynarskiego i ekspresją, która w te utwory jest immanentnie wpisana. Niezależnie czy śpiewają o polskiej leszczynie, polskiej miłości, polskim alkoholiku czy o tych, którzy się za pewnie czuli, niezależnie od tego czy tekst o głupocie, ludzkiej marności czy kłamstwie wybrzmiewa lirycznie czy też publicystycznie, najważniejszy jest autor i jego język, zamknięta w kilku strofach opowieść zawsze po mistrzowsku spointowana.

W kontekście tego co na temat wolności i inteligencji powie słowami Wojciecha Młynarskiego Piotr Fronczewski – ach, jakżeż on potrafi ważyć jako aktor każde słowo – można śmiało powiedzieć, że oto na deskach Teatru Ateneum dokonała się w pełni afirmacja inteligencji brawurowo skontrapunktowana z reprymendą dla głupoty. Tylko czy dzisiaj będziemy jeszcze potrafili zasłuchani w słowa wiersza “Nie wycofuj się inteligencjo” znaleźć ratunek dla tego, co porusza nasze sumienia? Czy znajdziemy siłę na to, by próbować walczyć…?

 

Wiesław Kowalski, Teatr dla Was/3.04

[/wptabcontent]

[wptabtitle]Plakat[/wptabtitle]

[wptabcontent]

 

Projekt plakatu – Andrzej Dudziński

 

[/wptabcontent]

[/wptabs]