fot. Bartek Warzecha

[nggallery id=142]

NAJBLIŻSZE SPEKTAKLE

 

 

[wptabs]

[wptabtitle]O SPEKTAKLU[/wptabtitle]

[wptabcontent]
Deirdre Kinahan
BŁOGIE DNI
(Halcyon Days)

przekład – Joanna Crawley
reżyseria – Wojciech Urbański
scenografia – Maja Skrzypek
muzyka – Dominik Strycharski
światło – Michał Głaszczka

asystentka reżysera – Anika Idczak

prapremiera polska – 19 września 2015, Scena 61

 

Występują: 

Patricia – JADWIGA JANKOWSKA-CIEŚLAK

Sean – JAN PESZEK
Współczesne sztuki irlandzkie kojarzą się nam głównie z prowincjonalnym miasteczkiem, którego mieszkańcy często przesiadują w barze piwnym i przeżywają jakieś ponure historie. Tymczasem pewna młoda Irlandka, Deirdre Kinahan, napisała przepiękną, trochę nostalgiczną, trochę dramatyczną sztukę o wspólnych błogich dniach samotnej starszej pani i równie niemłodego byłego aktora. Zetknął ich przypadek zamieszkania w domu, gdzie samotność miesza się ze wspomnieniami lepszych czasów, i gdzie na nic już za bardzo nie można liczyć – poza wzajemnym wsparciem i zrozumieniem. Ale czy dni starości mogą być błogie? Czasem mogą. Chociaż… I w tym miejscu oddajmy głos parze wspaniałych aktorów, Jadwidze Jankowskiej-Cieślak i Janowi Peszkowi.

 

 

Czas trwania spektaklu: 1 godz. 25 min.
Informacje dotyczące cen biletów, planu widowni i kasy biletowej są dostępne na stronie
BILETY.

 

 

[/wptabcontent]

[wptabtitle]RECENZJE[/wptabtitle]

[wptabcontent]

 

Na ludzkim złomowisku

 

Reżyser Błogich dni Wojciech Urbański jest w swojej generacji przypadkiem niezwykłym i tak rzadkim, że właściwie należałoby rozważyć objęcie go szczególną ochroną gatunkową. (…) Bo podstawą przedstawień reżyserowanych przez Urbańskiego jest zrozumienie psychologii bohaterów, wszystkich nieoczywistości, odkrywanych powoli motywów ich postępowania. I w taki właśnie zrazu nieoczywisty, ale i subtelny sposób prowadzi wspaniały duet aktorów, pokazujących rzadką już dziś klasę i rangę aktorskiego rzemiosła.

Patricia w interpretacji Jadwigi Jankowskiej-Cieślak jest swoistym aktorskim podstępem. Na samym początku wręcz irytuje, za dużo w niej wszystkiego, jej Patricia jest nadaktywna, mówi jakby za dużo, zbyt entuzjastycznie, za szerokie są gesty, mówi za głośno – wszystkiego właściwie jest w tym za dużo. Jankowska-Cieślak, tak zazwyczaj powściągliwa, ascetyczna, sceniczną ekspresję wydzielająca zazwyczaj w starannie odmierzonych, ale homeopatycznych dawkach – skąd więc nagle cała ta przesada, „czy instrument niestrojny, czy się muzyk myli?”. Ale nie było mowy o pomyłce. Na tym właśnie polega ów aktorski podstęp, bo zbudowana przez Jankowską postać Patricii jest w gruncie rzeczy zupełnie inna. (…) I kiedy Patricia przyznaje się – także przed samą sobą – że ta „kuracja” nie ma sensu, choroba jest mocniejsza, kosztuje fortunę, ukochany dom trzeba sprzedać dla opłacenia szpitala, a i dla rzekomo kochającej siostry jest już tylko ciężarem, którego nie chce się już widzieć na oczy – cały ten piętrowy fałsz znika. Zostaje tylko cierpiąca kobieta o nagle zapadniętych ramionach, kuląca się w sobie, mówiąca tak oszczędnie, tak (pozornie!) beznamiętnie, jak mówić potrafi tylko Jadwiga Jankowska-Cieślak. Świetna rola, wreszcie zagospodarowująca tę wspaniałą, a wciąż niedocenioną aktorkę, pozostającą niezasłużenie poza głównym nurtem teatralnego życia.

Po latach eksperymentowania, czysto formalnych wirtuozerii, udziału w teatralnych przedsięwzięciach poniżej jego aktorskiej klasy i zawodowych możliwości – wraca do teatru Jan Peszek. Piszę celowo „do teatru”, bo kilka tych ostatnich lat spędzonych na wspomnianych już przedsięwzięciach uważam za okres Peszka dla teatru stracony. Powrócił rolą przypominającą, jak bogaty jest jego warsztat aktorski, jak wspaniała to technika i jak wielkie aktorskie wnętrze. Peszek w roli Seana błyskawicznie zmienia nastroje, tonację grania – cechą jego postaci jest swoiste rozdwojenie, gra człowieka o rozpadającej się osobowości, przechodząc krótkimi cięciami w diametralnie różne stany emocjonalne. (…)

Tomasz Mościcki, teatralny.pl, 2-10-2015

 

Z fotela Maciejewskiego: Trzeba zabić tę miłość

 

(…) Peszek i Jankowska-Cieślak grają wspaniale. Nie gubią niczego, rozumieją tekst, czują bohaterów. Tragikomiczna irlandzka przypowieść o życiu i odchodzeniu w świetnym tłumaczeniu naszej niedawnej koleżanki, krytyczki Joanny Crawley (niegdyś Derkaczew) i w dyskretnej reżyserii Wojciecha Urbańskiego to pozornie tylko zapis dwóch niedokończonych biografii, oraz kilku “błogich dni” których nawet nie zauważyliśmy, ale uśmiech tego zapisu oznacza także zrozumienie dla egzystencjalnego cienia sytuującego się poza wiekiem, poza metryką. Cień jest już w nas.

 

Łukasz Maciejewski, www.aict.art.pl/27.09, 28.09.2015

 

Starość jest piękna?

 

(…) Rola to dla wybitnego aktora nietypowa, bo zwykle szuka on okazji do choćby technicznego wyczynu, sprawdza się w wielokrotnych transformacjach. Tymczasem Sean z „Błogich dni” przez większość czasu tkwi unieruchomiony w fotelu, gra urywanym gestem, półuśmiechem, zawieszeniem głosu. Nie ma w tym śladu popisu, ubogacenia postaci zewnętrznym ornamentem. Z pozoru nieefektowna rola wydaje się trudniejsza od wielu innych pozornie bardziej złożonych.

Jadwiga Jankowska-Cieślak zadanie ma równie trudne, choć jej bohaterka może wspierać się ruchem, szerszą skalą emocji. Aktorka wykorzystuje to do spodu, w jednej chwili grając zgaszoną starą kobietę, w kolejnej zaś ciekawą wszystkiego dziewczynę, budzącą się do nowego lotu. Bardzo plastyczna to kreacja wspaniałej, znowu zbyt rzadko obsadzanej artystki. Kolejny dowód, że warto wyłącznie dla niej projektować przedstawienia.

 

Jacek Wakar, DZIENNIK – Gazeta Prawna, dodatek Kultura Warszawa, 25-27-09/15 DZ. /Nr 187

 

Błogość starości

 

(…) I tak też było podczas premiery w warszawskim Teatrze Ateneum – na scenie królowały przede wszystkim słowa, które w ustach Jana Peszka i Jadwigi Jankowskiej-Cieślak niosły dużo więcej niż mógł obiecywać sam tekst – wdzierały się znacznie głębiej w psychologię postaci, wychodząc daleko poza samą czystość wypowiedzi, dyskretność mimiki czy oszczędność gestu. Można śmiało powiedzieć, że sztuka umiejętności prowadzenia scenicznego dialogu została tutaj doprowadzona do perfekcji.

(…) Zadania postawione aktorom przez reżysera, wychodzące poza rozwiązania szablonowe i mogące prowadzić do nadekspresji, są na tyle precyzyjne, że tematy poszczególnych scen stają się ekscytującą wiwisekcją ludzkich postaw, które choć przecież nie stronią od powagi, to mają w sobie pewien rodzaj immanentnej radości (wspaniale w pierwszej scenie, do momentu pierwszego ataku, a potem w scenie tańca pokazuje to Jadwiga Jankowska-Cieślak), a może właśnie owej tytułowej błogości, która zdaje się w pierwszym odruchu nie pasować do tego, co Sean i Patrycja przeżywają. Dzięki temu Peszkowi i Jankowskiej-Cieślak udaje się wyjść poza wiarygodność czysto realistyczną, poza to, co w ich powściągliwych i stonowanych rozmowach może się wydać dawno wyeksploatowane czy wyświechtane, poza banalne ględzenie sugerujące tylko jakieś drugie dno w przesłaniu teatralnie już dość zużytym i zgranym. Obydwoje aktorzy świetnie poruszają się w materii dramatu i swoich postaci, unikają szerokiej i nachalnej ekspresji mimiczno-gestycznej na rzecz skupienia, powściągliwości, umiarkowania i niebebechowatej emocjonalności. W obydwu rolach jest coś ujmująco ciepłego, dodatkowo w roli Peszka zachwyca coś, co można nazwać wykwintnym dystansem – tworzy to razem wysmakowaną i pełną czułego wyrafinowania mieszankę wychodzącą daleko poza realistyczną monotonię, terapeutyczny seans, który nie próbuje za wszelką cenę poszukiwać egzystencjalnych prawd i psychologicznej głębi, czyli tego czego zwyczajnie w dramacie Deirdre Kinahan nie ma. Nie znaczy to jednak, że wychodząc z teatru nie zastanowimy się nad własnym życiem i jego przemijaniem, nie uśmiechniemy do naszych myśli i refleksji, nie zadumamy nad przewrotnością naszego losu i naszych najbliższych.

 

Wiesław Kowalski, teatrdlawas.pl

 

„Błogie dni” na otwarcie sezonu w Teatrze Ateneum

 

(…) Znakomite, głębokie i pełne prawdy wewnętrznej postacie stworzyli w niej JADWIGA JANKOWSKA-CIEŚLAK jako Patrycja i JAN PESZEK jako Sean, dając popis wysokiej klasy aktorstwa.

(…) Bohaterami “Błogich dni” są przebywający od dłuższego czasu w Domu Samotnej Starości Sean – były aktor gej, poruszający się na inwalidzkim wózku, pogodzony ze swoim losem i mieszkająca od niedawna Patrycja. Sprawniejsza od niego fizycznie i umysłowo. Była dyrektorka szkoły podstawowej, cierpiąca na ataki paroksyzmu. W przeciwieństwie do niego, nie godząca się z zaistniałą sytuacją życiową… Nawiązany między nimi kontakt obfituje w tragiczne i zabawne przeżycia. Kończy się przyjaźnią. Mimo trudnego tematu publiczność oglądająca ten spektakl wraz ze mną z zaciekawieniem patrzyła na dwójkę znakomitych aktorów. Wzruszała się i uśmiechała życzliwie. Po przedstawieniu nagrodziła Ich gromkimi brawami. Mądry to i wzruszający spektakl. Pobudzający do myślenia. Rzadko spotykany w dzisiejszym teatrze pełnym bezmyślności i hochsztaplerstwa.

 

Witold Sadowy, e-teatr.pl

Rozmowa o starości

 

Znakomita para aktorska świetnie oddaje owe fascynacje i wynikające ze starości ograniczenia. Właśnie starość wydaje się głównym tematem “Błogich dni”. Wspomnienia o byłych sukcesach zawodowych i popularności zderzają się tu z niemocą bohaterów. Kulturalny, częściowo sparaliżowany były gwiazdor sceny opowiada o swojej przeszłości, ale wyraźnie opiera się zainteresowaniu nauczycielki, która – być może – ma jeszcze szansę wrócić do życia poza domem opieki. Ta krótka, jednoaktowa sztuka przynosi ciekawe refleksje na temat problemów, dylematów i cierpień samotnych starych ludzi, pozbawionych rodzin.

 

Mirosław Winiarczyk, Idziemy, nr 40/04.10

 

Błogie dni jesieni życia

 

Jak można wypełnić puste samotne dni dwojga ludzi, pokazuje mądry i znakomicie grany spektakl.

Czy można przeżyć błogie dni w domu opieki, na który zostaliśmy skazani wbrew naszej woli? Z ostatniej premiery w Teatrze Ateneum pod tym właśnie tytułem (“Błogie dni” Deirdre Kinahan, w reż. Wojciecha Urbańskiego) wynika, że tak. Może dlatego, że już niczego nie oczekujemy, nie musimy się szarpać ani o nic walczyć, a nade wszystko, gdy spotkaliśmy kogoś, kto nas rozumie, podziwia, kto chce nam wreszcie ofiarować bezinteresowną przyjaźń. Oglądając spektakl, rewelacyjnie zagrany przez duet dojrzałych aktorów: Jadwigę Jankowską-Cieślak i Jana Peszka, jesteśmy skłonni uwierzyć, że to jest możliwe.

 

Hanna Karolak, Gość Niedzielny nr 41/11.10

[/wptabcontent]

[wptabtitle]PLAKAT[/wptabtitle]

[wptabcontent]

projekt plakatu – Grzegorz Marszałek

plakat_malyA4a_strona

 

[/wptabcontent]

[/wptabs]