O spektaklu

 

Wacław Holewiński
NIC SIĘ NIE STAŁO

 

reżyseria – Barbara Wiśniewska

scenografia – Karolina Fandrejewska

reżyseria światła – Paulina Góral
prapremiera – 13 czerwca 2015

 

Występują:
Magda S. – EMILIA KOMARNICKA 
Maks S. – MATEUSZ BANASIUK 
Prokurator – OLGA SARZYŃSKA

 

Szczęśliwy, kto nigdy nie podpadł wymiarowi sprawiedliwości… Czytamy przecież w gazetach, słyszymy w telewizji o tym, że ktoś kogoś niewinnie oskarżył i zniszczył mu życie. Że ewidentny przestępca skutecznie wymigał się od kary, bo ktoś za nim stał albo organa ścigania okazały się dziwnie bezradne. Bywa, że nie temu co trzeba coś zarekwirowano, kogoś niesłusznie pozbawiono mieszkania. Albo śledztwo umorzono, choć wszyscy znali przestępcę. Wacław Holewiński, niezły prawnik po aplikacji prokuratorskiej, napisał znakomitą sztukę właśnie o tym – że nigdy nie wiesz, co cię czeka. Przejmującą, gorzką, codziennie aktualną. Dziś jeszcze nic się nie stało. Ale jutro? Kto wie.

W spektaklu udział bierze najmłodsze pokolenie aktorów Teatru Ateneum.

Prapremiera 13 czerwca 2015, Scena 61.

 

Czas trwania spektaklu: 1 godz. 10 min. 

Plakat

 

projekt plakatu i foto:  Bartek Warzecha

 nicsieniestalo_plakat_maly

Recenzje

Ups, pomyłka

W spektaklu wyreżyserowanym przez Barbarę Wiśniewską gra tylko troje aktorów: mąż, żona i pani prokurator. Dlatego określiłam spektakl jako skromny. Ale w tym pozornym braku ekspresji zawiera się gęstniejący ze sceny na scenę dramat. Bez żadnej przyczyny mąż zostaje oskarżony o molestowanie córeczki, w związku z czym zarządza się całkowity zakaz kontaktów z ojcem. Dziecko nie rozumie, dlaczego jego życie zostało zrujnowane. Przyjazny, bezpieczny świat stał się wrogi i niezrozumiały. Za chwilę zresztą życie całej rodziny legnie w gruzach. Mała musi zmienić szkołę, ograniczone zostają spotkania z ukochanymi dziadkami, mama dostaje wymówienie z pracy, bo swój czas poświęca opiece nad przestraszoną córeczką. Wszechogarniająca znieczulica zmienia perspektywy egzystencji rodziny. Ciekawa jest forma sztuki. Aktorzy nie komunikują się ze sobą, wypowiadając kwestie do widzów w sposób polifoniczny, co przypomina lament płaczek w antycznych dramatach, a jednocześnie pozwala relacjonować wydarzenia z dystansem, niemal na chłodno, a nawet z sarkastycznym poczuciem humoru. Spektakl urzeka bezpretensjonalnością. Bohaterowie właściwie się nie skarżą, co porusza bardziej niż łzy. Pani prokurator (Olga Sarzyńska) ma świadomość, że w procesie popełniono wiele zaniedbań, nie jest przekonana o winie oskarżonego, ale koncentruje się na swoim nieudanym życiu osobistym. Prostota zwierzeń osuwającej się w przepaść matki potwierdza kunszt aktorski Emilii Komarnickiej. Ojciec, który prezentuje paraliż woli i brak wiary w zwycięstwo, Mateusz Banasiuk, wywołuje solidarność widzów pełnych niepokoju, że i my możemy stać się ofiarami aparatu nie-sprawiedliwości.

Hanna Karolak, Gość Niedzielny nr 35/30.08.2015

 

Dla wyższego dobra

Po raz kolejny Barbara Wiśniewska postawiła na zwięzłą formę. Całość trwa jedynie godzinę z hakiem, ale co to za godzina! Silnie skondensowana treść, ogromna ilość sprzecznych emocji i tylko troje bohaterów, prowadzących swoje monologi. (…)

Gra aktorska stoi na wysokim poziomie. Nie ma tutaj miejsca na ekwilibrystykę, popisy czy interakcję między bohaterami. Są tylko monologi, aktor w konfrontacji z widzem ma do dyspozycji tylko swój głos i opowieść. Paradoksalnie to wystarcza aż nadto. Sceny różnią się między sobą tylko tym, że bohaterowie wypowiadają je z różnych miejsc. Nie ma tu materiału na głęboką analizę, nie doszło do żadnej żywej polemiki z tekstem, ale całość trzyma w napięciu i naprawdę interesuje.

Można się śmiać, tekst sam do tego prowokuje. Można płakać – jak Emilia Komarnicka w finałowej scenie – bo przecież w tej okropnej sytuacji cierpiał nie tylko oskarżony Maks S., ale cała jego rodzina. Można też podejść do tego z chłodnym dystansem. I boleśnie skrzywić, kiedy fikcja boleśnie schłoszcze realizmem.

 

Barbara Michalczyk, teatrakcje.pl

 

Rutynowy przebieg

Tłem dla, wydawać by się mogło, abstrakcyjnej sytuacji, w której znalazło się rozwiedzione małżeństwo i ich córka, jest równie abstrakcyjna scenografia, zapełniająca całą przestrzeń pofalowanymi żebrami ze sklejki. Efektownie, ciepło podświetlane z różnych stron, pomimo finezyjnej formy, kojarzą się z więzienną celą albo – lepiej – stertami akt zalegających w sądowych archiwach z podobnymi, ciągnącymi się w nieskończoność, sprawami w środku. Jedną z nich nakreślają trzy postaci (każda z własnej perspektywy), tworząc swoiste sprawozdanie z kilku miesięcy życia postawionej przed sądem rodziny.

Anna Bajek, Teatralia

Co się stało?

W repertuarze warszawskich teatrów ostatnio wyraźnie brakuje polskich sztuk współczesnych na temat problemów realnego życia; pozycji bez zbędnych udziwnień, bluźnierstw i brutalizmów. Takich przedstawień nie mogą zastąpić skądinąd konieczne, bardziej lub mniej udane inscenizacje klasyki polskiej i światowej. Tę repertuarową lukę wypełnia kameralny spektakl „Nic się nie stało” Wacława Holewińskiego w teatrze Ateneum.

Temat sztuki jest bardzo na czasie. Chodzi bowiem o metody zwalczania pedofilii, tej realnej i tej wymyślonej. Formuła sztuki jest nietypowa, przypomina ciekawe eksperymenty rosyjskiego dramaturga i reżysera Iwana Wyrypajewa. Młode małżeństwo z problemami i pani prokurator opowiadają o poruszającej sprawie oskarżenia ojca o molestowanie jedenastoletniej córki. Na tle umownej scenografii bohaterowie zwracają się na przemian do siebie i wprost do widowni. Okazuje się, że w tej poruszającej sprawie nie jest ważne szybkie dotarcie do prawdy, lecz bezwładna machina dochodzenia prokuratorskiego. Mężczyzna został oskarżony o molestowanie i gwałt na podstawie powierzchownego badania córki w szpitalu, do którego trafiła po wypadku. W konsekwencji opieszałość w działaniach prokuratury, policji, sądu i szpitali omal nie zniszczyła życia dziewczynki i jej rodziców. A wszystko to za przyczyną błędu popełnionego w czasie pierwszego badania lekarskiego po wypadku.

 

Mirosław Winiarczyk, Idziemy nr 27/05.07

 

Komentarz do pedofilskiej histerii

(…) Dramat rodziny Magdy i Maksa S. Emilia Komarnicka i Mateusz Banasiuk oddają głównie tembrem głosu i mimiką (wyrazista Emilia Komarnicka). Najlepsza rola należy do Olgi Sarzyńskiej. Aktorka buduje postać pani prokurator na pewnym dystansie. Jest cyniczna, to nie jej dramat, nie jest zaangażowana emocjonalnie, przychodzi wszak z innego porządku rzeczy. Dobra rola.

Temida Stankiewicz-Podhorecka, Nasz Dziennik nr 172