Najbliższe spektakle:

 

O spektaklu

 

Wolfgang Hildesheimer
MARY STUART

 

przekład – Dorota Sajewska
reżyseria i scenografia – Agata Duda-Gracz
ruch sceniczny – Tomasz Wesołowski
muzyka – Maja Kleszcz, Wojciech Krzak
reżyseria światła –
Katarzyna Łuszczyk

asystentki reżysera – Agata Schweiger, Dagmara Olewińska
premiera – 16 maja 2015

 

Występują:

MARY – Agata Kulesza
JANE – Paulina Gałązka
PANI ŚPIEWAJĄCA – Maja Kleszcz (gośc.)
RAOUL – Grzegorz Damięcki
SYMMONS – Bartłomiej Nowosielski
GERVAIS – Wojciech Brzeziński
KAT – Przemysław Bluszcz
GŁĄB – Tomasz Schuchardt
DIDIER – Wojciech Krzak (gośc.) 

 

 

Maria Stuart była najsłynniejszą Szkotką i najsłynniejszą królową tego dzielnego narodu. Był wiek XVI, trwały wojny między protestancką Anglią i katolicką Szkocją, raz jedni byli górą, raz drudzy. Spisek gonił spisek, zdrada goniła zdradę, królowanie to nie był łatwy zawód. Anglicy w końcu okazali się silniejsi i Maria Stuart poszła pod sąd, a potem pod katowski topór. Stała się jedną z wielkich legend nie tylko swojego kraju, pisano o niej uczone książki i teatralne dramaty. Sztuka współczesnego niemieckiego dramatopisarza Wolfganga Hildesheimera nie zajmuje się jednak historią; opowiada o jednym epizodzie: ostatnich chwilach Marii S. Nie spodziewajcie się jednak żadnych sentymentalnych lamentów nad nieszczęsną władczynią niesłusznie skazaną na skrócenie o głowę. „Mary Stuart” to poetycka fantazja o strojeniu się na śmierć i wykorzystywaniu tej śmierci przez najbliższe otoczenie królowej. Dramatyczny, ale i groteskowy hymn o odchodzeniu pośród oficjalnych fanfar i małych, prywatnych interesów. Spektakl prowadzą dwie znakomite Agaty: jako reżyserka Agata Duda-Gracz i jako Mary – Agata Kulesza.

 

Czas trwania spektaklu: 1 godz. 45 min.

Spektakl wyłącznie dla widzów dorosłych. 

Plakat

 

projekt plakatu i foto:  Greg Noo-Wak

 

 

 

 

Recenzje

 

Strojenie się do śmierci

(…) Banałem jest stwierdzanie, że Agata Kulesza jest aktorką z potencjałem twórczym, utalentowaną, świadomą, – ale po jej kreacji w „Mary Stuart” nie sposób tego nie podkreślić.
Reżyserka Agata Duda-Gracz rozpisała grę partnerujących Kuleszy aktorów – Paulina Gałązka, Grzegorz Damięcki, Bartłomiej Nowosielski, Wojciech Brzeziński, Przemysław Bluszcz, Tomasz Schuchardt – jak partyturę. Każdy ma w niej swoje nuty do zagrania, zostaje wyróżniony swoją arią, która składa się na zgodnie brzmiącą całość. Żadne z nich nie występuje przed szereg, ale zachowuje charakter i odrębność swojej postaci.
Tę harmonię aktorską wspiera strona plastyczna spektaklu. Wyrazista w kostiumie i scenografii. Agata Duda-Gracz (ich autorka) namalowała ten taniec śmierci mrocznymi barwami, gdzieniegdzie rozjaśniając żywszym kolorem stroju, snopem światła. Postaciom dramatu przydała pewną brzydotę, pokraczność, wynaturzenie, przywodzące na myśl figury ludzkie z malarstwa Boscha, bądź z obrazów ojca reżyserki, jakby ta zewnętrza brzydota miała być komentarzem do ich duchowości.

Dopełnieniem scenicznego dzieła jest wyrazista muzyka autorstwa i wykonania (na żywo) Mai Kleszcz i Wojciecha Krzaka.

Już dawno nie słyszeliśmy takiej ciszy w teatrze, niemal wstrzymywania oddechów, jak podczas przedstawienia „Mary Stuart” w reżyserii Agaty Duda-Gracz. To także miara doskonałości pracy wszystkich artystów spektaklu. (…)

Grażyna Korzeniowska, www.aict.art.pl, 1.06.2015

Martwa natura z królową

(…) W Ateneum wszystko poprowadzone jest z linearną dokładnością, nic nie przeszkadza mocnej tytułowej kreacji Agaty Kuleszy, a jednak ma się wrażenie, jakby pomniejsze role istniały w przedstawieniu osobno, nie stawały się kolejnymi barwami jednego turpistycznego malowidła. W efekcie patrzy się na nie z szacunkiem, ale i obojętnością. Jakby złożone obietnice nie do końca zrealizowano.

Co nie oznacza, że „Mary Stuart” jest inscenizacją na wskroś nieudaną. Przeciwnie, Duda-Gracz wykroiła z przeciętnego jak się wydaje tekstu przejmującą kronikę obumierania świata i ludzi, powolnego rozkładu, który dotyka wszystko i wszystkich. Bohaterowie od pierwszej sceny są martwi i sposobią się do swego danse macabre. Scenę zamyka krata, co sugeruje jednoznacznie, że dla Mary świat cały stał się więzieniem, niegdyś nieogarniony, dziś skurczył się do rozmiaru celi skazańca.

Mary Agaty Kuleszy zaczyna spektakl od rozdzierającego krzyku, zawierając w nim lęk, rozpacz oraz żal za kończonym właśnie życiem. Ze zniszczoną twarzą i łysą czaszką z pojedynczymi kępkami włosów zdaje się być już po tamtej stronie, choć niedobitki poddanych oddają jej jeszcze – z pełnym cynizmu wyrachowaniem – swoje hołdy. Kulesza buduje swoją rolę na podobieństwo odwróconej drogi krzyżowej. Ostatnia jej stacja w istocie jest tą pierwszą. Od niej, od krańcowego upokorzenia i pozostania sam na sam z nieuchronnym, zaczyna się droga ku odzyskaniu człowieczeństwa. Aktorka unika gwiazdorskiego popisu, a przecież byłoby o niego nietrudno. Czytelnie akcentuje tematy roli – okrucieństwo królowej, chęć panowania nad innymi w każdej sytuacji, a nawet ślady kobiecej próżności. W przebłyskach łamiących czerń wnętrza bohaterki bywa autoironiczna i zdystansowana.

Jacek Wakar, „Dziennik.Gazeta Prawna”, 31.05.2015

Okiem kata

(…) Do jej śmierci została godzina – to czas, który spędza ze swoimi poddanymi, osobami o podwójnej moralności, które pragną, by ta godzina upłynęła jak najprędzej. Paradoksalnie czekający na wykonanie swojej roboty kat wydaje się jedyną szczerą osobą, która traktuje Marię z szacunkiem. Nie szczędzi jej jednak bolesnych szczegółów, jak wzmianka o tym, że jej przerzedzone włosy nie utrzymają ciężaru głowy, którą uniesie po egzekucji do góry, albo że zostanie później przyszyta, jeśli rodzina wyrazi takie życzenie.

Kat jest zresztą świetny w wykonaniu Przemysława Bluszcza, zwłaszcza że przypadła mu w udziale jedna z najbardziej statycznych ról w historii polskiego teatru. W drugoplanowej roli służącej Jane błyszczy z kolei talent młodej Pauliny Gałązki – łączy nieprawdopodobny pragmatyzm ze swoiście rozumianym kultem pracy. „Jesteś całkiem ładna. Jak na swoje możliwości” – to zdanie Marii najlepiej charakteryzuje tę postać. Wreszcie charakter szkockiej królowej w ujęciu Hildesheimera. Potrafi być okrutna. Życie w zamknięciu zasklepiło w niej odruchy miłosierdzia – taką tezę zdaje się stawiać autor. I każe przeplatać Marii groźby wobec służby żarliwą modlitwą.

Grająca tytułową rolę Agata Kulesza znakomicie pokazuje złożoność sytuacji swojej bohaterki. Dumna królowa, poniżona kobieta, człowiek w ślepej uliczce. Między tymi trzema biegunami buduje obraz Marii. Jej charakteryzacja starej kobiety (o której kolorowe media rozpisywały się pod hasłem: „Aktorka dała się oszpecić dla roli”) jest naprawdę uderzająca. Inna sprawa, że w Anglii Tudorów, w której przeciętna długość życia kobiety wynosiła 30 lat, 45-letnia Maria naprawdę była już seniorką.

Kamila Łapicka, „W sieci”, 21-25.05.2015

Zaproszenie na egzekucję

(…) Losy Mary Stuart należą do ulubionych motywów dramaturgii europejskiej, zwykle przyrodnia siostra królowej Elżbiety ukazywana była jako niewinna ofiara. Ale nie tym razem. Mary Agaty Kuleszy to wredna baba, bezwzględna, po trupach (dosłownie) dążąca do władzy, pozbawiona wszelkich skrupułów i chrześcijańskiego miłosierdzia. Dlatego przygotowania do egzekucji możemy oglądać jako naturalne następstwo jej działań. A jednak w tej ostatniej chwili, za sprawą kunsztu aktorki i kształtu inscenizacji, Mary staje się najbliższa, najbardziej ludzka i godna podziwu.

Tomasz Miłkowski, „Przegląd” nr 24/08.06, 10.06.2015

Królowa w celi śmierci

(…) Agata Kulesza udowadnia, że jest wielką aktorką. Ile trzeba mieć pokory, by zagrać rolę, w której bohaterka zamienia się w strzęp ludzki. Otoczona pochlebcami, którzy do ostatniej chwili chcą coś zyskać. Zna ich doskonale, ich wartość, wyrachowanie, ale póki ma władzę, póki topór katowski nie spadnie na jej szyję, zgadza się na ustalone rytuały.

Agata Duda-Gracz, córka wybitnego malarza, którego droga twórcza zbiegała się z poszukiwaniem w życiu sacrum, otrzymała niewątpliwie w spadku od ojca naturę niespokojną. Stąd jej wybory. Przede wszystkim reżyseria, ale także umiejętności plastyczne. Każdy jej spektakl to autorska, niepokorna wizja rzeczywistości, którą kreuje od A do Z. Tak samo jest i z „Mary Stuart”. Majestat śmierci wpisuje w rzeczywistość, która degraduje bohaterkę. Maria modli się żarliwie do Boga, jest katoliczką, ale nie przebacza oprawcom.

Nie ukrywa też własnych zbrodni. Jest do końca odważna. Tym większy to kontrast z otaczającymi ją tchórzami.

Wszystko w spektaklach Agaty Dudy-Gracz jest wyraziste, pełne ekspresji – co do jednych widzów trafia, innych irytuje. Mnie ta autorska wizja wydaje się twórcza,pobudza także i moją wyobraźnię. Ciekawie prowadzi swoją rolę młoda utalentowana aktorka Paulina Gałązka. Nie sposób też pominąć znakomitej oprawy muzycznej, autorstwa Mai Kleszcz, która uczestniczy w spektaklu, wykonując oryginalne arie.

Hanna Karolak, „Gość Niedzielny” nr 23/07.06, 09.06.2015

 

Opowieść śmiertelna

(…) W tym spektaklu na maskaradę śmierci, jej ohydę z całą fizjologią i symboliką jak z barokowego malarstwa trzeba patrzeć wyłącznie przez pryzmat przewrotnego rytuału. Trudno uznać, że tutaj akcja idzie do przodu, a postaci zmierzają od punktu A do B. Raczej pojawiają się na scenie po to tylko, by jeszcze raz odtańczyć danse macabre władzy i życia. Od dawna są trupami i przez to wydają się bardziej przerażający. Agata Kulesza przygnieciona maską pudru i ciężarem już przecież żałobnej sukni cedzi słowa, jakby nienawidziła każdego ich możliwego znaczenia, jakie poznała na tym świecie. To kolejna znakomita rola do kolekcji wybitnej aktorki, która tym razem zmusza nas do wysiłku ponad dzisiejsze wymogi. Mimo że to tak żmudne doświadczenie, to niczym stara prawda „memento mori” wbija się w naszą świadomość. Do takiego teatru trzeba podchodzić z szacunkiem.

Przemysław Skrzydelski, „W Sieci” nr 24, 15.06.2015

Fizjologia kloaki – „Mary Stuart” w Ateneum

 

(…) Agata Kulesza ma w tym spektaklu zadanie niebanalne, ciekawe i wreszcie na miarę swojego talentu. Sytuacja wyjściowa postaci Mary Stuart w naturalny sposób budzi współczucie i litość – oto królowa, ofiara historii i swojego „zezwierzęconego” otoczenia musi umrzeć za parę godzin. Konwencja teatru absurdu trochę ten fabularny sentymentalizm Hidesheimera rozbija, nie na tyle jednak, żeby dać gwarancję sukcesu. Zadaniem aktorki jest zatem – inaczej niż zazwyczaj – „oskarżyć” swoją postać, zdjąć z niej odium ofiary, a wszystko po to, żeby pokazać jej tragiczną niejednoznaczność i złożoność. Jest jeszcze jedna trudność. Rola Mary Stuart u Hildeshmeiera – podobnie jak i inne – złożona jest z mikroscenek, zbudowanych często na emocjach o diametralnie różnym charakterze, odcieniu i natężeniu. Przeskakiwanie z jednej emocji w drugą w tak krótkim czasie wymaga od aktora najwyższej koncentracji, skupienia i stuprocentowego oddania swojej roli. A i to może nie wystarczyć, gdyż wiarygodność tej postaci wymaga jeszcze, aby emocje owe ciągle trzymać na wodzy i balansować, balansować na krawędzi. Można to porównać do tańca na linie: jeden fałszywy ruch i spadasz. Agata Kulesza nie tylko sprawnie chodzi tej po linie, ona chodzi po niej brawurowo. Mary Stuart Kuleszy jednocześnie bawi i wzrusza, uczy i deprawuje, budzi litość i nienawiść, prowokuje sympatię i niechęć, wzbudza pogardę i szacunek. (…)

 Tomasz Domagała, www.domagamsiekultury.blog.pl, 23.05.2015

Studium aktu zabijania królowej

(…) W „Mary Stuart” mamy do czynienia z bezsensownością świata i ludzkiego życia sprowadzoną do refleksji bolesnej, sentencjonalnej i pełnej goryczy. Znakomicie to w swoim najnowszym przedstawieniu uchwyciła Agata Duda-Gracz na scenie warszawskiego Teatru Ateneum.

Wstrząsająca jest już pierwsza scena spektaklu, w której hieratycznie stojący kat (Przemysław Bluszcz) – to on, nie Elżbieta czy Darnley albo Rizzio, jest u Hildesheimera partnerem królowej, dlatego nie opuści sceny do końca – rozmawia ze strzępem ludzkiego ciała, jakim jest czekająca na śmierć i wijąca się w bólu Mary Stuart (Agata Kulesza).

(…) Każdy z bohaterów – na szczególne wyróżnienie zasługują bez wątpienia Wojciech Brzeziński (Gervais), Tomasz Schuchardt (Głąb), Paulina Gałązka (Jane) – w swym wyjawianiu absurdalnych prawd i logicznych nieprawd próbuje na swój sposób konfrontować nas ze sceniczną brutalnością i brzydotą, kosztem nawet gwałtownego poruszenia naszych emocji skutkującego odrzuceniem, strachem, niekiedy też zamierającym na ustach śmiechem.

Wszystko razem – plastyczna reżyseria i scenografia, wypełniona sobą rola Kuleszy, podparta dobrą robotą aktorską partnerów, świetna muzyka Mai Kleszcz i Wojciecha Krzaka – tworzy spektakl, który mieni się pełną emocji wieloznacznością, próbującą godzić odległe żywioły, w próbie pokazania tego, co rozpostarte między nadprzyrodzonym smutkiem a ziemskim chichotem.

Wiesław Kowalski, Teatr dla Was