O spektaklu

 

Sławomir Mrożek
RZEŹNIA

 

reżyseria – Artur Tyszkiewicz
scenografia i kostiumy – Justyna Elminowska
muzyka – Jacek Grudzień
ruch sceniczny – Jarosław Staniek
reżyseria światła – Mateusz Wajda

premiera – 7 lutego 2015

 

Występują:

 

TOMASZ SCHUCHARDT – Skrzypek

MAGDALENA ZAWADZKA – Matka

EMILIA KOMARNICKA – Flecistka

PIOTR FRONCZEWSKI – Dyrektor filharmonii 

HENRYK ŁAPIŃSKI – Woźny 

DARIUSZ WNUK – Paganini (Rzeźnik)

 

 

Grający główną rolę Tomasz Schuchardt jest pozbawionym talentu skrzypkiem terroryzowanym przez nadopiekuńczą Matkę. Pewnego dnia spływa na niego geniusz, a potwierdzeniem tego faktu jest wizyta samego Dyrektora Filharmonii, który proponuje Skrzypkowi koncert. Ale i w filharmonii zachodzą nowe porządki. Przybytek sztuki zmienia się w rzeźnię, a zamiast dźwięków koncertu skrzypcowego słychać ryki zarzynanych świń i wołów…

W jednej ze swoich najbardziej niezwykłych, choć rzadko granych sztuk Sławomir Mrożek stawia fundamentalne pytania o ludzką kulturę i naturę. Co się dzieje, gdy zamieniają się miejscami? Odpowiedź znajdziecie w spektaklu Artura Tyszkiewicza i jego znakomitych aktorów.

 

Czas trwania spektaklu: 2 godziny

Licencja na wystawienie utworu została wydana przez Stowarzyszenie Autorów ZAiKS. 


 

Plakat

 

Projekt plakatu – Karolina Michałowska

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

RECENZJE

 

Wołowina na ołtarzu
„Rzeźnia” jest dramatem o przemianach dokonywujących się w szeroko pojętej sztuce. Artyści przestają dążyć do tworzenia fikcji. Skupiają się na zabijaniu wołów, co ma symbolizować jednocześnie mord dokonywany na konwencji. Ale dla Mrożka awangarda jest niebezpieczna, bowiem w swoim dążeniu do prawdy odziera człowieka z jego cywilizacyjności. Emblematyczny jest jeden z monologów Dyrektora, gdy do publiczności zwraca się „moje drogie organizmy…”. Dążenie sztuki najnowszej do „prawdy” doprowadza do traktowania człowieka wyłącznie jako zwierzęcia. Jeśli natomiast struktura utworu skojarzyła się komuś ze „Ślubem” Gombrowicza – to jest to jak najbardziej uzasadniona asocjacja. Widać te nawiązania w języku i stylistyce (oniryzm), jak też w tematyce dzieła (wewnętrzny rozrachunek bohatera ze swoim życiem prywatnym).

Protagonistę poznajemy, gdy rozmawia z wielką lalką Barbie. Wyznaje jej miłość słowami kierowanymi w dramacie do Flecistki. Wymarzona miłość Skrzypka zdaje się być zatem jego wyobrażeniem, współczesnym fantazmatem idealnego piękna. Tomasz Schuchardt kreśli swoją postać jako zakompleksionego chłopczyka. Warto zwrócić uwagę na biologiczność tej kreacji. Aktor jest lekko przykurczony, porusza się przy tym dość pokracznie. Wyposaża swojego bohatera w nerwowe tiki (obgryzanie paznokci, drapanie się po głowie) i łamiący się głos. Skrzypek sprawia wrażenie lekko opóźnionego w rozwoju. Jest w dodatku maminsynkiem. Gdy rozmawia z lalką, zaczyna imitować dziewczęcy głos, chwalący jego posturę i sukces (w dramacie jest to tekst Flecistki). Przerywa ten „dialog” w momencie, w którym wchodzi jego matka. Mężczyzna jest pełen ambicji, ale brakuje mu odwagi i… talentu. Mimo że później próbuje się wyrwać z kręgu kompleksów, wciąż pozostaje tym samym chłopaczkiem w sweterku bez rękawów i w za dużych spodniach.

Matka (Magdalena Zawadzka) jest kolejną ciekawą kreacją w tym spektaklu. Z jednej strony wydaje się być po prostu nadopiekuńcza, z drugiej – jej postawa nosi znamiona psychologicznego tyraństwa. Chce, by jej syn był geniuszem tylko dla niej. Obawia się, że jeśli Skrzypek odniesie zewnętrzny sukces, raz na zawsze ją opuści. Kobieta nie waha się przed używaniem emocjonalnego szantażu, stąd jej pełne wyrzutu pretensje skierowane do potomka. Zwróćmy też uwagę na dekoracje – ściany pokoju Skrzypka są wyłożone małymi kolcami. Czyżby dom protagonisty był dla niego więzieniem-izolatką? (…)

Szymon Spichalski, teatrdlawas.pl

 

Mrożek o cierpieniach młodego artysty w czasach zarzynania sztuki

W czasach, w których sztuka wysoka przegrywa z komercją, a brutalność coraz silniej wdziera się do teatru, ten utwór wydaje się wręcz proroczy. Czy Mrożek, pisząc go w 1975 roku, mógł przypuszczać, że dziś renomowane sale operowe czy teatralne będą wypożyczane na telewizyjne show z pogranicza estrady i cyrku. Czy mógł wiedzieć, że w telewizji sztuka wysoka odsuwana będzie z pasm wysokiej oglądalności na rzecz kabaretów sięgających rynsztoka?

W przedstawieniu Artura Tyszkiewicza w warszawskim Ateneum obserwujemy zmagania młodego, ambitnego Skrzypka (Tomasz Schuchardt). Jego bezkompromisowość w dążeniu do perfekcji, poświęceniu się sztuce wysokiej przyczynia się do całkowitej izolacji od realnego świata. Sprzyja temu także toksyczna Matka (zagrana brawurowo przez Magdalenę Zawadzką), przez którą czuje się całkowicie zdominowany. Tyszkiewicz tę podległość podkreślił już w pierwszej scenie, gdy słowa miłości do kobiety Skrzypek wypowiada nie do Flecistki (Emilia Komarnicka), lecz wyobrażającego ją manekina.

Jednym z mitów dotyczących sztuki wysokiej jest postać Paganiniego (świetny Dariusz Wnuk), która – dzieląc się swym geniuszem – znakomicie się odnajduje w dzisiejszej rzeczywistości jako Rzeźnik.

Pokazem aktorskiego mistrzostwa jest Dyrektor Filharmonii w wykonaniu Piotra Fronczewskiego. Tylko z pozoru obserwujemy tu przemianę układnego urzędnika w neofitę „nowego brutalizmu”. Tak naprawdę zachęca on do refleksji nad kondycją współczesnej sztuki. (…)

 Jan Bończa-Szabłowski, Rzeczpospolita, 16-02-2015

 

„…byle gdzie, byle czym i byle kogo”

(…) W warszawskim Ateneum Arturowi Tyszkiewiczowi udało się zbudować frapujące widowisko, z bardzo dobrymi rolami Piotra Fronczewskiego, Tomasza Schuchardta, Dariusza Wnuka, Magdaleny Zawadzkiej i Emilii Komarnickiej. W sytuacji, kiedy w polskim teatrze Mrożka jak na lekarstwo, fakt ten musi cieszyć, bo może jednak nie do końca przestaliśmy jego twórczość rozumieć. (…)

Znakomicie w warszawskim spektaklu słucha się monologów Dyrektora Filharmonii, formą przypominających przemówienia do publiczności, w interpretacji Piotra Fronczewskiego. Aktor, stając się mówiącym gładko i biegle doktrynerem własnych działań, podaje wszystkie teksty wzorcowo pod każdym względem, jest w nich pasja, komizm, inteligencja i wszystko to, co charakteryzuje i wyróżnia spośród innych niepowtarzalne esprit tego artysty. Równie ciekawie poprowadzona jest postać Skrzypka w interpretacji Schuchardta, bo to nie tylko mężczyzna, który nie potrafi uwolnić się od wpływów dominującej matki czy dojrzeć do miłości proponowanej mu przez kobietę. Męka twórcza jakiej poddany zostanie artysta – muzyk – grafoman, sprowadzi go w konsekwencji do roli rzeźnika będącego nośnikiem zajęcia prawdziwszego i bardziej autentycznego. Na scenie oglądamy wiwisekcję degradacji poczynań człowieka, którego biografia nie ogranicza się do życiowego i artystycznego nieudacznictwa, a jest postawiona w kontekście obyczajowo-językowo-kulturowym. Tyszkiewicz umiejętnie dotyka również takich problemów jak wielopokoleniowy konflikt starego z nowym, zagadnień związanych z nową kulturą i jej samoograniczeniami.

Wiesław Kowalski, teatrdlawas.pl

 

Pułapka ze sztucznego mięsa

Spektakl Tyszkiewicza jest bardzo satysfakcjonujący, jeśli idzie o poziom realizacyjny. Sztuka wypełniona monologami głównego bohatera na scenie zyskuje dobre tempo. Reżyser uniknął jałowości, która czai się – skandalicznie ogólnikowo rzecz ujmując – w nierealistycznych dramatach z nikłą akcją. Świetny jest Tomasz Schuchardt w roli Skrzypka. Całe przedstawienie praktycznie wisi na jego postaci, więc aktor miał do udźwignięcia niemały ciężar. Schuchardt dobrze uchwycił przemianę bohatera – od zakompleksionej fajtłapy do zakompleksionego mordercy. Końcowe sceny, kiedy Skrzypek porzuca muzykę dla rzeźni, w ogóle należą do tego aktora. Jest wtedy znakomity, pogrążony w swojej obsesji, bez mała psychopatyczny. Ta rola zostanie publiczności w pamięci, takie mam wrażenie (i taką też nadzieję przy okazji).

 Karol Płatek, teatrdlawas.pl

 

Witamy w Rzeźni!

Wybrałem się do Teatru Ateneum na premierę „Rzeźni” Sławomira Mrożka z wątpliwościami, czy reżyser Artur Tyszkiewicz odnajdzie odpowiedni klucz do nowej interpretacji tej czarnej komedii naszego dramaturga. Jak zabrzmi dziś „Rzeźnia”, po czterdziestu latach od premiery w Teatrze Dramatycznym? Przedstawienie okazało się jednak nadzwyczaj aktualne.

Mrożek ukazał w „Rzeźni” zderzenie kultu tradycji wielkiej muzyki europejskiej z naporem aroganckiej i bezczelnej pseudonowoczesnej sztuki,  która niszczy tę wspaniałą tradycję. Dziś to niszczenie doprowadzone zostało do absurdu, za sztukę uważa się bowiem każde, najbardziej nawet niedorzeczne, brutalne, chamskie i bluźniercze działania, co przypomina w istocie proroczą wizję Mrożka. Spektakl w Ateneum zbudowany został na kontrastach. Zakompleksiony młody skrzypek, pozostający pod wpływem nadopiekuńczej mamusi, szykuje się do jubileuszowego koncertu. Dyrektor filharmonii, w znakomitej interpretacji Piotra Fronczewskiego w obecności zaproszonych gości uroczyście zapowiada wydarzenie, w trakcie którego ma wystąpić ów nieszczęsny skrzypek. (…)

Mirosław Winiarczyk, Idziemy, 01-03-15