fot.  Bartek Warzecha

[nggallery id=93]

 

[wptabs]

[wptabtitle]O spektaklu[/wptabtitle]

[wptabcontent]

[wpcol_2third id=”” class=”” style=””]

Thomas Bernhard
SIŁA PRZYZWYCZAJENIA (Die Macht der Gewohnheit)

 

przekład – Monika Muskała
reżyseria – Magdalena Miklasz
scenografia – Ewa Woźniak
prapremiera polska – 10 listopada 2012 r.

[/wpcol_2third] [wpcol_1third_end id=”” class=”” style=””]

 

[/wpcol_1third_end]

 

Bohaterowie „Siły przyzwyczajenia” to cyrkowcy: Żongler, Błazen, Pogromca i Akrobatka. Oraz Dyrektor, który całym tym cyrkiem rządzi. Cyrk jest niewielki, prowincjonalny, jego widownia też nie bywa za duża. Zresztą to już nie te czasy, gdy wizyta cyrku była wielką atrakcją i o sztuczkach na trampolinie albo o tresurze słoni opowiadano sobie potem długo w domach czy biurach.

Z pozoru jak każdy inny, ten cyrk jest jednak dziwny, nietypowy. Otóż prawdziwą pasją dyrektora Caribaldiego jest codzienne ćwiczenie z artystami – po wykonaniu scenicznej pracy – słynnego kwintetu smyczkowego Franciszka Schuberta „Pstrąg”. Zawodowcy na arenie, amatorzy w muzyce, cyrkowcy starają się sprostać szaleńczym wymaganiom dyrektora wiolonczelisty, znęcającym się nad nimi jako artystami i jako ludźmi. W imię czego? Własnych niezrealizowanych ambicji? Miłości do Sztuki? Pasji doskonałości?

Caribaldi jest tyranem i jednocześnie miłośnikiem piękna; zapatrzony w swoje ideały nie dostrzega upokorzeń ludzi, których zmusza do niechcianych wysiłków. Nie widzi, że bywa w tym wszystkim groteskowo śmieszny.

Sztuka największego austriackiego dramaturga drugiej połowy XX wieku to komedia o cyrku, jakim staje się nasze życie, gdy zaczyna nim rządzić chora ambicja używająca najszlachetniejszych niekiedy argumentów.

W roli głównej zobaczycie Państwo Krzysztofa Gosztyłę, który nie tylko gra znakomicie jako aktor, ale i jako… wiolonczelista.

 

Występują:
Caribaldi, dyrektor cyrku – KRZYSZTOF GOSZTYŁA
Wnuczka – MAGDALENA KOLEŚNIK (PWST Kraków)
Żongler – DARIUSZ WNUK
Pogromca – PRZEMYSŁAW BLUSZCZ
Błazen – MATEUSZ BANASIUK

 

Czas trwania spektaklu: 2 godz. 10 min.

Informacje dotyczące cen biletów, planu widowni i kasy biletowej są dostępne na stronie BILETY.

Licencja na wystawienie utworu została wydana przez Stowarzyszenie Autorów ZAiKS. 

 

 

 

 

[/wptabcontent]

 

[wptabtitle]Recenzje[/wptabtitle]

[wptabcontent]

 

Jutro Augsburg!

 (…) W reżyserowanym przez Magdalenę Miklasz (także skrzypaczkę i aktorkę) przedstawieniu kalekiego Caribaldiego (proteza stopy) gra Krzysztof Gosztyła. Laureat ważnych radiowych nagród: Wielkiego Splendora i Złotego Mikrofonu, jeden z najlepszych lektorów audiobooków, absolutny mistrz słowa, stylu, akcentów, intonacji i interpretacji, mający przy tym za sobą dwa lata konserwatorium w klasie wiolonczeli, więc gra naprawdę, bez markowania. To głos na wagę złota. Nawet gdy w swym wyblakłym cyrkowym surducie siedzi unieruchomiony w fotelu, z wiolonczelą między kolanami, jego „fryyywolna swawola” czy sycząco-sepleniąca wymowa szeleszczącej spółgłoski w miękkiej austriackiej wymowie nazwy rzeki Lech są godne słynnej „szpuuuli” Łomnickiego z „Ostatniej taśmy Krappa”. Bezlitośnie skanduje do Wnuczki (granej przez zgrabną i utalentowaną akrobatycznie Magdę Koleśnik z krakowskiej PWST) podstawowe zakazy: „nie czytać i nie chodzić do zwierząt”, tresując dziewczynę jak konia na maneżu. Smyczek bije o cholewki lub przesuwa się wymownie jak nóż po gardle. Ten zwyrodniały Prospero skutecznie posługuje się swoją różdżką. Sterroryzowana dziewczyna posłusznie podaje wodę do moczenia nóg, na rozkaz wyśpiewuje i wyje aż do histerii oraz kłania się, sztucznie wyszczerzając zęby jak mechaniczna lalka. Jej prowadząca do skrajnego wyczerpania musztra przypomina przykre sceny z filmu „Czyż nie dobija się koni”? Podobnych poniżeń doznają wszyscy.

Caribaldi sypie wygodnymi dla siebie aforyzmami, jak: „bezwzględność jest wolą sztuki”. Swego najbardziej zaufanego współpracownika Żonglera (Dariusz Wnuk) skazuje z perwersyjną przyjemnością na „dożywotnią grę na skrzypcach”, wyśmiewając jego żałosne próby przejścia do konkurencji. Uprawianie sztuki jest wyrokiem. Zastraszony, neurotyczny Błazen (Mateusz Banasiuk), okazujący psie przywiązanie wulgarnemu Pogromcy (Przemysław Bluszcz), robi dobrą minę do złej gry, kaszle, dłubie w nosie, spłoszony rozgląda się na boki. A Caribaldi Gosztyły nie przestaje pławić się we władzy nad swym mikroświatem. Ściąga usta w ryjek, wydyma wargi, smakując każdą inwektywę, z hiperpoprawną dykcją wymawia wyraziście „ę” i „ą”, z lubością stosuje znaczące przydechy, podnosi swój stentorowy zwykle głos w wyższe, pieniacze rejestry. Przewraca przy tym oczami, jakby wołał o pomstę nieba na tych wszystkich idiotów i tępaków o złej woli, z którymi przyszło mu pracować. Muzycznie kształtuje frazy, szybciej, wolniej, szybciej, wolniej, powtórzenia, refreny, w monologach – kierowanych właściwie do siebie – kadencje nieomylnie wyczuwanego białego wiersza.

(…) „Przezroczysta” reżyseria Magdaleny Miklasz jest bardziej z ducha Axera niż Lupy: wierna autorowi, zwarta, trzymająca uwagę widza, sugestywna w kreowaniu scenicznego świata. Miklasz lubi w pracy zderzać początkujących aktorów z tymi, którzy już długo są w teatrze, i robi to skutecznie, bez zgrzytów i fałszu. Tu bezcenny okazał się jej słuch muzyczny i umiejętność panowania nad najdrobniejszymi szczegółami, uruchamiania drugiego planu i wszystkich tych mikrodziałań, które w kameralnej realizacji, gdy aktor wobec widza jest na wyciągnięcie ręki, muszą być misterne jak renesansowy filigran i stanowić tak subtelne znaki, jak jedna sztuczna rzęsa na smutnej twarzy Żonglera.

(…) Porządny, solidny teatr; dla ludzi, ale nie płaski, nie epatujący czczymi efektami, z dobrym aktorstwem, oparty na tekście. Nie tylko do śmiechu, ale i do myślenia. Po takim wieczorze człowiek wychodzi usatysfakcjonowany – wszystko zrozumiał i teatr go nie oszukał. (…)

Hanna Baltyn-Karpińska, „Teatr” nr 1/2013

 

Psychokabaret

(…) uniwersum Bernharda zyskuje tutaj twarz kabaretowej groteski. Akcja warszawskiego widowiska jest umieszczona w piwnicy. Bo inaczej nie można nazwać mrocznej sali prób, w której spotykają się cyrkowcy. Przestrzeń okazuje się tutaj czynnikiem determinującym interpretację tekstu Bernharda. Oświetlenie obejmuje tylko fragment sceny, przez co spora jej część pogrąża się w półcieniu. Wyjściem na arenę jest zawieszona z tyłu czerwona kotara. Widz obserwuje zatem ,,sekrety” artystycznych kulis.

I poniekąd też o tym traktuje przedstawienie w Ateneum. Świat sztuki zostaje odarty ze swojej magicznej aury. Artyści traktują swój zawód jak rzemieślnicy. Żywioł twórczy jest ograniczany przez dyrektora Caribaldiego. Rola Krzysztofa Gosztyły przedstawia wizerunek człowieka pewnego siebie, którego duma staje się w końcu źródłem pychy. Na jego obecnej działalności kładzie się cieniem nieszczęśliwe dzieciństwo. Caribaldi jest więźniem własnej ambicji. Zamierza pojechać ze swoją grupą do Augsburga, gdzie planuje odegrać koncert – kwintet smyczkowy ,,Pstrąg”. Rzecz w tym, że cyrkowcy nie nadają się specjalnie do roli muzyków. Nie przeszkadza to dyrektorowi wymagać od swoich podopiecznych, daremnej mimo wszystko, pracy. Caribaldi staje się dyktatorem przekonanym o swoim szczytnym celu. Do członków grupy odnosi się z lekceważeniem, niejednokrotnie wręcz grubiańsko. Notabene rola Gosztyły jest jedną z najlepszych, jakie przyszło mi oglądać ostatnio na warszawskich scenach. Aktor pokazuje impulsywność swojej postaci, jej obsesje, choć zarazem potrafi wzbudzić respekt.

(…) W spektaklu Ateneum główną siłę stanowi aktorstwo. I jest to aktorstwo bardzo solidne. Wspominałem już o Gosztyle. Ale świetną kreację stworzył także Przemysław Bluszcz, którego Pogromca stanowi połączenie artysty i prymitywnego bydlaka. Nie brakuje tutaj komizmu, co było tak wielką bolączką nadętych nieraz spektakli Lupy. Objawia się on w mimice, ale także w żarcie rodem z farsy. Bo przecież takie na pewno było źródło sceny ze spadającą czapką.

Magdalena Miklasz stworzyła wzorcowy, dopracowany warsztatowo spektakl. Należy tutaj zwracać uwagę na szczegóły, nie mniej ważne jest obserwowanie aktorskich interakcji. Warszawska „Siła przyzwyczajenia” pokazuje nam świat, w którym błazen przestał być trefnisiem. Stał się natomiast złowrogim Jokerem.

Szymon Spichalski, „Teatr dla Was”

 

[/wptabcontent]

[/wptabs]